"Przyloty-odloty” to blog o podróżach, ale nie tylko. Wiadomym jest, że pomiędzy wyprawami, wycieczkami, a nawet spacerami, jak zza węgła pojawia się czas "nie-podróżny". Wtedy to człowiek choć trochę "świata-ciekaw", zajmuje się obserwowaniem, porównywaniem i zadawaniem pytań. Często pozostających bez odpowiedzi. Tropienie dulszczyzny i drobnomieszczaństwa jest pasją samą w sobie. "Świata-ciekaw" wspomina również czasy mniej lub bardziej odległe, bez znaczenia czy w przeszłość, czy w przyszłość. Tak więc startuję z blogiem, w którym pełno okruchów i odbić. Pełno tu odlotów moich bliskich i znajomych, obserwacji otaczającego mnie życia i relacji z podróży oczywiście! Postaram się wpleść również własne - i nie tylko - zdjęcia, cytaty i fragmenty, przy których przystanąłem i postanowiłem się nimi podzielić. Zanim zacznę pozwólcie, że cytując Kabaret Starszych Panów powiem: „Drzwi opatrzyłbym w inskrypcję, przedsięwzięto Ekspedycję”/ Radek

sobota, 26 kwietnia 2014

Drogi, nie mój, FAST FOOD

Wczoraj w KFC zauważyłem jeden detal, który nie wątpię że nie przyciąga uwagi głodnych i otumanionych zapachem panierki. Otóż tak zwane strips czyli kawałki fileta w panierce kosztują:
3 sztuki  - 6,20 zł
3 sztuki z wybranym sosem - 11,80 zł
lekko struchlałem, zwykły sos wielkości małego serka topionego kosztuje ponad 5 zł ??? Dlaczego, sos o konsystecncji keczupu z prawie kompletną tablicą Mendelejewa i kilkoma mi nie znanymi składnikami - pnad 5 zł ???
no to juz jest NIESMACZNE !!!

wtorek, 5 lutego 2013

Kosmici - planetofoby

Dzisiaj po południu pojechałem do naszego biura na Mokotowie, ja średniej wielkości osobnik o rysach europejskich i ukraińskim charakterze w małym czerwonym pół samochodzie marki Smart. pod szlabanem tradycyjnie poczyłem, że wjeżdżam na teren Obcych. Obcy wychylił się ze swojego statku między galaktycznego zwanego "budka strażnika" i pytająco łypnął okiem w moją stronę "?"
-Dzień Dobry, odpowiedziałem, MY JESTEŚMY Z MARSA, do administracji.... i juz wiedziałem, ze popełniłem błąd, wzrok i grymas zwany uśmiechem jasno powiedział mi co Obcy mysli o "mojej planecie"
- Planetofob pier!!! pomyslałem i podziękowałem za uchylenie luku zwanego szlabanem.
Po wizycie, spotkałem Obcego przed budynkiem ze środkiem łączności w mackach nawoływał stado:
- 05 zgłoś się na jedynkę
Cokolwiek to znaczyło wiedziałem, że juz pora wejść w naddzwiekowa i hop do nadprzestrzennej, ale cos mnie podkusiło i powiedziałem:
- Dziękuję, d owidzenia, WRACAMY NA MARSA :)
odpowiedziało mi puste echo odbite w głowie Obcego i spojrzenie "ciekawe co miał na myśli?"

piątek, 25 stycznia 2013

Nie wystawili faktury

W Szwecji dzisiaj rano przez pomyłke kierowca pługa śnieżnego zamiast odśnieżyć drogę dojazdową i  parking, skręcił pomiędzy tyczki i myśląc, że to właśnie to miejsce, odśnieżył pieczołowicie od tygodni przygotowywaną trasę biegu Mistrzostw Europy. Szef zawodów kiedy przyjechał na miejsce padł jak rażony gromem i o mało co nie doznał zawału. Zrobiła się afera, ale właściciel firmy odśnieżającej przeprosił, a nawet publicznie poinformował, że nie wystawi faktury za usługę. Na koniec dodał " ...to i tak dobrze, że nie zdążyliśmy posypać solą"!!! A w Kanadzie... mają inny problem, ale o tym wkrótce.

środa, 23 stycznia 2013

Humor FUTRA

Przychodzi klient imówi:
- chciałbym polecieć na FUTRA WENUTA
- ???
- na na taką wyspę na Atlantyku
- no tak FUTRA WENUTA
- aaaa Fuerteventurę!
- no tak! Przecież mówię!
Często też słyszymy:
- FUTURE Venture, kurcze dobrze że nie spółka z o. o. !!!

sobota, 15 grudnia 2012

Sri Sri Ravi Shankar i uśmiechy życia

Kilka dni temu zmarł w wieku 92 lat mistrz sitaru czyli hinduskiej harfy-gitary, sam nie wiem? Długo by opowiadać o Mistrzu, ale najbardziej j utkwiło mi kilka śmiesznych sytuacji z jego długiego życia. Zaczął uczyć się gry bardzo, jak na Indie późno, czyli w wieku 18 lat i doszedł do perfekcji nadzwyczaj szybko. W dorosłym życiu był miedzy innymi dyrektorem muzycznym Indyjskiego Radia /odpowiednika naszej 1 i 2  razem/, ale rzucił to by propagować tradycyjną muzykę hinduską w kraju i na świecie. Szanował muzykę ponad wszystko, widział w niej język łączący narody i kultury. Kiedyś został zaproszony na party u jednego z największych Maharadzów i kiedy goście potraktowali koncert jako dodatek do kotleta /sojowego oczywiście/ , przerwał i zarządził aby usiedli, przerwali jedzenie i słuchali, a nie żuli, gadali i pili. inny muzyk zostałby wyrzucony od razu, ale nie on! Skoro Mistrz tak kazał to tak się stało, a sam Maharaja zaganiał osobiście ważnych gości do zajęcia miejsc..
Innym razem, kiedy grał na Woodstock, niezorientowany konfenansjer po jego występie powiedział "skoro tak Wam się podobało strojenie instrumentów to teraz wystąpi...." Ravi sam zresztą później powtarzał to po strojeniu instrumentów, wywołując salwy śmiechu.
Kiedy grał w Royal Albert Hall, zarządał aby koncert odbywał się w ciszy i spokoju oraz aby rozpoczynał się nadzwyczaj punktualnie, co dla Anglików było zrozumiałe, a spowodowało oburzenie i absencję miejscowych hindusów, nieprzyzwyczajonych do punktualności bez przedziału "plus/minus godzina". To oni powiedzieli, że Ravi westernizuje hinduską muzykę i nie chodziło wcale o granie pod tak zwaną publikę, ale o punktualność.
Ravi nauczył gry na sitarze Georga Harrisona z zespołu The Beatles i nie tylko.
Na Wodstock nie podobało mu się, że muzycy niszczą swoje instrumenty tak jak Jimy Hendrix, to nie mieściło się w jego pojęciu kultury jako hindusa, muzyka i przede wszystkim w jego osobistym stosunku do muzyki. Sri Sri /Mistrz, wielki, Sir/ nie żyje ale muzyka nadal gra. 

czwartek, 27 września 2012

Rule Britannia

Na lotnisku CDG w Paryżu ktos usłyszał następującą rozmowę pary trzymającej w ręku brytyjskie paszporty:
-Słuchaj, mam jeszcze Euro Niemieckie i Francuskie, które ma lepszy kurs do Funta?
-Skąd mam to wiedzieć, sprawdż w kantorze, jest po prawej za bramką numer 6
Na marginesie pieśń Rule Britaania powstała w 1740 roku i zaczyna się od:



When Britain first at Heaven,s command
Arose from out the azuremain,
This was the charter of the land,
And guardian angels sangthe strain

Rule Britannia!
Britannia, rule the waves,
BRITONS NEVER SHALL BE SLAVE

Na marginesie w roku kiedy my ledwo dyszelismy między podzaborczymi powstaniami, w Londynie powstawało z prywatnych pieniędzy Królewskie Towarzystwo  Naukowe i kopano pierwszą linię metra, a na ul. Świętokrzyskiej w stolicy jednego z państw Unii Europejskiej dzisiaj korki, wykopy i złorzeczenia kierowców.





czwartek, 9 sierpnia 2012

Kosiarka i modżajto

Spisane z przekazu ustnego znajomego mojej znajomej:
Dzień "po", za dużo słońca, za głośna muzyka, a w głowie tupot spychaczy. Facet budzi się, marszczy czoło, a do jego nozdrzy dociera zapach jajecznicy na boczku. Mysl jak dzwięk tłuczonego lodu przebiega przez przepalony mózg: "Zaraz, kur... przecież ja od  zawsze mieszkam sam, co jest?", Podnosi ciało wielkości lotniskowca i szybuje w kierunku kuchni, aż tu BACH!!! W przedpokoju nadziewa się na czarną rurę, która skręca w dół a następnie przekształca się w silnik i koła aby na końcu okazać się.... kosiarką do trawy. "Co kur... robi kosiarka do pier... trawy w moim przedpokoju na drugim piętrze apartamentowca!?!". Zanim zdążył się nad tym dokładniej zastanowić, spogląda w dal gdzie na tle zapachu tłuszczu i w skwierczącym dźwięku ścinanego białka widzi Babę w wielkich gaciach w kolorze lila róż. Nagą babę, smażąca jaja i podrygującą do dzięków porannej muzyki radia Planeta. W końcu, gdy jego umysł zaczyna obejmować przestrzeń, wydusza z siebie skrzeczącym, zapitym, dyszkantem :
-Co robi kosiarka w moim przedpokoju? Co to kur... jest do jasnej...!?!

Nagle "Wielkie gacie" obracają się, a ich właścicielka z petem w lewym kąciku ust okazuje się jakieś, na oko skacowanego faceta, ni mniej ni więcej ale DZIESIĘĆ RAZY STARSZA OD KOSIARKI!!! A KOSIARKA BŁYSZCZĄC FARBĄ WYDAJE SIĘ MIEĆ NIE MNIEJ NI WIĘCEJ ALE MAX 7 LAT i   do tego nosi ślady użytkowania mniejsze niż Baba. 
-jak to co sam mi ją Mareczku pomagałeś, do windy, wczoraj,  z Tomeczkiem!
-Jak to, ja? Z jakim Tomeczkiem, ale o co chodzi???

-czy kosiarka i ... i ... i Pani mogą zniknąć?
Baba na to:
-ZARA, zara, najpierw zjem, a potem mógłbyś mi zrobic tego zielonego z lodem!!! 

Zanim opowiadanie Baby o dniu wczorajszym trafia na czynne synapsy w jego głowie przypomina sobie źdźbła faktów. Wczoraj udało im się zamknąć deal sezonu, kupili litr, albo trzy? Oglądali mecz i śpiewali a raz po raz wychodzili na balkon palić i, śpiewać dalej. O pamiętam, po włosku! Tu uderza go dalsza część z ust "Wielkich gaci":
-tak pięknie z kolegą śpiewaliście, że klaskałam przerywając koszenie i mnie zaprosiliście na wódeczkę. Potem przynieśliście mi takie to, no modżajto na trawnik i pomogliście wepchnąć kosiarkę i... i mnie (tu spłonęła rumieńcem jak stóg zleżałego siana), do windy. Dalej to już piliśmy tutaj. Facetowi kołacze się pod czaszką niejasne podejrzenie:
- czy my, to znaczy czy nas, coś wczoraj połączyło? (Boże nie, proszę nie, błagam!!!)
- jak to "czy?", oczywiście, dwa razy Mareczku w tym jeden raz na balkonie
NIE!!! Przepaść jak bak kosiarki otwiera mu się pod stopami, skronie pulsują, głowa kołuje i dociera do niego dalsza część tekstu:
- ale z Tomeczkiem już nie, bo nie mógł (słychać wyraźny żal w głosie)
Też mi ulga, też mi pocieszenie, gdzie jest ten kretyn, zabiję go, zabije go DWA RAZY!!! Wydusza pytanie:
-Kto? Kim Pani w ogóle jest?
- Ja? Ja jestem narzeczoną DOZORCY, nie pamiętasz jak się dobijał, a Ty krzyczałeś, że może sobie trawę dalej zębami kosić?
Prze... na całej linii, na wielu liniach, na PIĘCIOLINI!!!
- czy Pani moze zabrać kosiarkę?
-ZARA, zara, najpierw zjem, a potem mógłbyś mi.... chociaż piwko otworzyć? Kochanie?
Facet pada ja rażony gromem, myśli osuwając się na podłogę, że to na pewno zawał, a to tylko z łoskotem otwarte, bo nie zamknięte na noc, drzwi, w których pojawia się czerwono-pomarańczowa jak kontrolka rezerwy, twarz Dozorcy Narzeczonego.
No to DO ZO ----RCA, rca, rca, dobiega z oddali jak dźwięk kosiarki gdy trafia na kamień.



wtorek, 24 lipca 2012

Od rana w biurze podróży

Poza tym, że klienci  zaledwie wsadzają głowę przez drzwi i pytają "Nie padacie?", takie słyszy się rozmowy: Klient od drzwi, bez Dzień Dobry mówi "...proszę mi podać namiar na jeszcze jakieś inne biuro podroży to sprawdzę sobie czy jest coś taniej", i niech zgadnę? Nie wrócę? Inne: "Przecież to jest Tesco to wyjazdy powinny być tańsze niż w Promenadzie czy Arkadii", 
A temperatura wciąż rośnie i rośnie....
Kiedyś młody Stuchr udawał rozmowę dwóch koleżanek:
- cześć, no cześć, wiesz co w Galerii jestem!
- ???
-Nie , no co ty głuia jesteś!?! HANDLOWEJ

poniedziałek, 2 lipca 2012

CNN a pogoda polska

Zwaliło mnie z nóg, nadal nie mogę dojść do siebie. Jak nie jakiś były kapitan, byłej druzyny piłkarskiej wyskakuje z zagrożeniem życia w związku z wyjazdami do polski na mistrzostwa to jeszcze to:
W CNN w nocy mówili,że bedą u nas deszcze tropikalne i malaria! 

niedziela, 1 lipca 2012

Poranek na wschodnim wybrzeżu USA

Wczoraj w nocy oglądając historie romansu Coco Chanel i Igora Strawińskiego, zobaczyłem też wiadomości o pogodzie na wschodnim wybrzeżu USA. Stolica w panice temperatura 36-40 stopni, przestały działać swiatła drogowe, a kirowcy jeżdżą haotycznie. Dalej reporter, wcale nie CNN, ale Polsatu z drżącym głosem informował, że 3,5 mln ludzi od kilku godzin jest bez prądu. Niech zgadnę, nie mają gdzie podładować iPada i iPhona? Już w nocy ustawiały sie kolejki do sklepów z klimatyzatorami, genaretorami prądu i wiatrakami na baterię. Każdy Amerykanin jest w stanie wydac na nie fortunę bez ograniczen, ale nie może. Nie działają terminale płatności kartą, tylko gotówka. Wiadomo Cash isKing - jak mawia mój kierowca autobusu z Bronxu odbierając napiwek! Awaria może potrwać nawet /sic!/ kolejne godziny. Dzisiaj temperatura może sięgnąć 40 stopni.
A w Barcelonie też jest 40 i jakoś sobie radzą i to nie od wczoraj ale od lat. 
Odbierz Amerykaninowi: klimatyzację, nawigację, tablet, i terminal kart płatniczych. Następnie zablokuj google i po sprawie.... 

niedziela, 10 czerwca 2012

Atak na rzekę cz. I nie skończona

Wczoraj zaatakowaliśmy rzekę w centrum kraju. Piękna, kręta, dzika, wartka...aż trudno opisać jak bardzo pozytywnie nas zaskoczyła. Początek miał dwie trudne sytuacje. Pierwsza to ekipa z siatką butelek piwa, chyba im wysiadł telewizor bo zamiast meczu postanowili płynąc ta samą trasą. Uciekliśmy na wiosłach. Druga: Pani powiedziała, że tylko na początku jest trudno bo są zwalone cztery drzewa, a potem to już miło. Miło, a nawet fantastycznie było od samego startu, a drzew droga Pani było dwadzieścia kilka, do tego sześć przeniosek, pnie pod wodą, kikuty drzew czające się pod powierzchnią i mielizny - ogólnie rewelacja, po prostu super. Za czas jakiś atak część druga, tym raz górny odcinek podobno tak samo piękny. Na zdjęciu typowy widok na tym razem dość łatwą bo nie potrójną i nie wielopiętrową przeszkodę. Namówiłem Was, ktoś płynie? 

piątek, 8 czerwca 2012

Prosty pomysł -w oczekiwaniu na...

Do meczu Polska - Grecja /w piłkę nożną - dodam wielu moim znajomym zdziwionym, że w ogóle o tym piszę/, pozostało niespełna 1,5 h. W zasadzie to powinno się pisać Grecja - Polska, wypada być kulturalnym, ale to trudne słowo dla "kibica" No, ale wracając, mam pomysł, niech Tesco i inne sieci handlowe zrobia oddzielne kolejki dla tych, którzy kupują tylko piwo. Najlepiej, niech piwo wystawią na paletach przed obiekty i kasuja tylko gotówkę, a sprytne sieci mogą zrobic jak w Australii, na parkingu zrobić DRIVE PIWO, zapłata i kasta /krata/ do bagażnika. Ten pomysł szczególnie spodoba się innym chcącym zrobić zakupy. W oczekiwaniu na mecz, a dokładnie na pusty sklep Wasz R. Przy okazji załączam WC dla kibiców, nawet zdjęcie "pachnie" emocjami. brrrr, potok pod nogami i kołami, czy to ma kanalizację?

niedziela, 27 maja 2012

Hasła i pomyłki

Jadąc za małym iście kompaktowym samochodem zauważyłem hasło, którym właściciel okrasił zderzak swojego cacka:PING PONG TO NIE MAKARENA!!!
Drugie niektórzy już znają:, znalazłem to sprawdzając hotele, jeden z nich napisał:
Wyposażenie pokoju:    ...Jedno duże lóżko - 110m²...



piątek, 18 maja 2012

Z rozmów kwalifikacyjnych

Od rana prowadzę rozmowy kwalifikacyjne na stanowisko sprzedawcy wycieczek w biurze podrózy. Różne słyszę rzeczy, ale jedną przytoczę:

-Dlaczego miałbym pojechać do Kenii?
-Bo zobaczy Pan dużo ciekawych roślin między innymi endemity.
-???
-No takie występujące tylko w Keni!
-A żyrafy, lwy???!!!

-No są, OPRÓCZ ENDEMITÓW SĄ RÓWNIEŻ INNE ZWIERZĘTA 

Moje pytanie do wszystkich studentów, absolwentów i podyplomowców kierunków: Geografia, Turystyka, i innych pokrewnych. Kto Was uczy do jasnej cholery, dlaczego nie wiecie gdzie jest Wielki Rów Afrykański (a mały nie jest), dlaczego nie znacie stolic, kurortów, owoców i lokalnych atrakcji nie tylko kulinarnych, ale przede wszystkim krajobrazowych i historycznych. A może nie powinienem pytać "kto Was uczy?", ale "jak się uczycie?"

środa, 18 kwietnia 2012

Poranne śmieszki

Pierwszy: 
Na samochodzie pod moim miejscem zamieszkania widnieje trójkątna naklejka jakich wiele. Z reguły rodzice dumnie oświadczają na nich, że wiozą dziecko, dzieci, psa Pikusia lub po prostu Bebe (tu rysunek wyraźnie jest stylizowany na długonogą, anorektyczną modelkę), która może ubiera się w znanej z filmu firmie, ale nie na tym znaczku! Natomiast na, juz wspomnianym samochodzie, znaczek głosi DZIECKO W DRODZE! Aż strach jechać za, obok, przed, bo człowiek może zostać akuszerką lub forpocztą konwoju do szpitala.
Drugi:
Rada Polityki Pieniężnej poinformowała, że: "Inflacja UPORCZYWIE utrzymuje się powyżej założonego przez Radę progu", no ja myślę, że nie tylko uporczywie, ale nawet złośliwie, krnąbrnie i w sposób szczeniacko uparty. Pomóżmy proszę Radzie przywołać Inflację do "porządku", może ją Grecją postraszyć?

wtorek, 20 marca 2012

Kolorowy Francuz - ale jaki?

Wiadomości podały, że we Francji w związku z ostatnimi zamachami wprowadzono ... ALERT. Tu krótki test, jaki alert? Czarny? Czerwony? Żółty? Otóż nie, w kraju bagietki i ślimaka, gdzie kelner z natury jest nieuprzejmy, a rachunek wysoki, alert jest SZKARŁATNY? Konia z rzędem, jaki to kolor. Podobno należę do grupy mężczyzn rozpoznających więcej niż dwa kolory, a nawet rozróżniających różowy od pomarańczowego. Mniejsza z tym, ale jak wygląda szkarłatny nie jest dla mnie oczywiste. Zamiast wysłuchać dalszych, ważnych doniesień, skupiłem się na wizualizacji koloru. Nic do mnie nie docierało, oczy miałem ciemno granatowe, prawie czarne, powieki modrakowe, nozdża wydymały gorące powietrze w kolorze sepii. Ogólnie blackout. No w końcu wydedukowałem, otóż należy zmieszać kolor bakłażanowy z indygo i dodać trochę ochry i mamy szkarlatny, no może szczyptę magenty i już... w sumie to łatwe, Voila!!!

niedziela, 18 marca 2012

Adoptuj Greka - nie rób scen!

Kilka dni temu z radia dowiedziałem się jakiego typu dodatki do wypłaty mają Grecy, oto kulka z nich:
- za punktualne przychodzenie do pracy do 100 Euro
- za jedzenie w BEZPŁATNEJ firmowej stołówce do 150 Euro
- za mycie rąk przed pracą do 120 Euro
- za co ku... jeszcze!!! ??? 
Byłem ostatnio w Grecji i uwieżycie kryzys jest ostatnią rzeczą, o której rozmawiano. Odwrotnie niż o piłce nożne i tej złej i okrutnej Uni, która nie rozumie ponad 2000 lat Greckiej kultury i jej zasług i śmie prowadzic dyskusję o wysokości pomocy, a tu trzeba kupic telewizory, jechać na wakacje i ominąć urząd skarbowy jak co roku aby nie płacić. No zyć jakoś trzeba. Inny pogląd? Jak Grecja zbankrutuje to wróci lokalna waluta, ceny pójdą w dół i przyjedzie całe mnóstwo turystów i ... będzie jak dawniej OPA!!! Do tego mój Przyjaciel przysłał mi poniższe rozwiązanie kryzysu poprzez nazwijmy to "opiekę".
POMOŻECIE???


  Aby pomóc Grecji w kryzysie jest możliwość adoptowania Greka za jedyne 500 euro!!!

Grek będzie robił za Ciebie wszystko, na co nie masz czasu!

  - spał za Ciebie do jedenastej
  - chodził za Ciebie na kawę i na spacery
  - odbywał poobiednią sjestę
  - spotykał się z przyjaciółmi
  - relaksował się przeglądając różne czasopisma
  - a wieczorem siedział za Ciebie w uroczej knajpce i biesiadował do rana!
Ja już adoptowałam i mam luz - mogę teraz Harować od rana do wieczora.!

*Oferta ważna tylko do końca roku lub do wyczerpania... Greków.!

czwartek, 1 marca 2012

Sklepowe katharsis

Wróciłem ze sklepu, a jak wiadomo "w dzień targowy takie słyszy się rozmowy". No więc kupując, a raczej polując na śledzia w sosie nie czosnkowym, chwyciłem jedno z opakowań, które wyciekło mi na rękę. Brocząc śledziem poszedłem do kasy:
-Dzień Doby
-/głucha cisza zza lady/
-śledzie ciekną
-Dlaczego? /wyraz bezgranicznego zdziwienia/
-bo mi wyciekły na rękę !?!
-/reakcja bezradna i bez zrozumienia/

wtorek, 21 lutego 2012

Nazwa też ma znaczenie

W Wielkopolsce mówi się "gniazdko", w Bielsko Białej ... również, ale w stolicy, karbowany pączek z dziurką nazywa się inaczej. Ciekawe czy tabuny kobiet i mężczyzn ogarniętych maniakalną fobią odchudzania się, czują dyskomfort na sam widok słowa "oponka", czy tylko jak mantrę przypominają sobie noworoczną obietnicę "...schudnę, schudnę...". W każdym razie lepsze gniazdko na głowie, którego nie widać, niż oponka, której  nie ukryje połyskliwa koszula nawet od drogiego pseudo kreatora mody z jednej z bocznych ulic śródmieścia Warszawy.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Turystyczne podejście do klienta

Wiadomo, że klient, który zapłacił "z góry", dobrze, ze nie "z dwutaktu" jest może nie "mniej awanturujący się", ale na tak zwanej niekorzystnej, czyli po prostu przegranej pozycji. W sobotę byłem na targach turystycznych. Targi marne, dobór tematów i wystawców pośledni, trochę jak z łapanki lub obowiązku. Nie o tym jednak chciałem napisać. Tysiące osób zwiedzających, tysiące kurtek i jedna szatnia, a w niej UROCZA kartka załączona do postu. Jednak najciekawsze to to, że nie widziałem żadnej kasy fiskalnej, nie było paragonów, a Panie zachowywały się jak rodem z PRL-u. Wyceniam je na około 5-8 tys. zł. dziennie do podziału na dwie osoby, bez podatku oczywiście. Netto czyli jak się mówi w Polsce "na rękę", a na co ma być? Na nogę, na głowę? Na sztukę pogłowia!!! Gratulacje organizatorom iście "greckiego" pomysłu na kryzys. Poza tym tekst "z góry" fantastycznie pomaga w zbudowaniu pozytywnej relacji z gośćmi, wystawcami, pasjonatami turystyki i ludźmi, którzy pojawili się po pozytywne wrażenia. Dodatkowo, żeby tekst był choćby po angielsku lub jeszcze w innych językach, niech widzą, fotografuja, piszą - O NAS! A propos nie wiem jak  "z góry" jest po francusku i niemiecku, ale fonetycznie podziękuję za przeczytanie mojego postu "thenkju from the montajns". Dodatkowa prośba, Organizatorzy nie piszcie że "... drogi Panie szatnia była poza zarządzaniem infrastrukturą targów, prowadzona przez wynajątą firmę, na ktorej polityke doboru kadry i sposób odprowadzania podatków nie mamy jako profesjonalny organizator wpływu, jednak zwrócimy uwagę na pana postulat w przyszłości", przepraszam mam nudności i biegnę do WC, - tym raz bezpłatnego, chociaż otrzymanie czegos bezpłatnie również zaczyna być niebezpieczne, ale to juz druga strona problemu.

środa, 28 grudnia 2011

Żurek z przepiórczym jajem

Od rana pilnie sledze pogrzeb Wielkiego Wodza, Ojca Narodu, Niedoścignionego Geniusza czyli Kim-a z Korei Północnej. Pan K. potomek Wiekiego K. i sukcesor "świetlanej drogi gospodarczego rozwoju Korei Pn", odszedł przedwcześnie. Mniejsza o to, moją uwagę zwrócił szloch ludzi w śnieżycy wzdłuż konduktu żałobnego. Wszyscy płakali, wznosili spazmy, szlochali, tylko co bardziej "szaleni i beztroscy", nie bojący się utraty wszystkiego, zerkali w kamerę kiedy szlochać, ja to naprawdę widziałem! Dzisiaj widziałem, to drobna ryska, ale zawsze na monolicie systemu. Doniesienia nielegalnie retransmitowanej przez Seul relacji z 2 dniowego pogrzebu okraszone były hasłami "Ludzie, góry i niebo - wszyscy ronią łzy", ale to nic, za grand prix uważam sformułowanie jednego z dziennikarzy, który na tle kilku rachitycznych sosenek perorował:
"Po śmierci Wodza nawet SROKI zamarły w bezruchu i trwają tak do tej chwili"
Z innej beczki, od kilku dni w związku z zakończeniem Polskiej prezydencji dowiaduję się czym "zasłynęliśmy" w jej trakcie, otóż: "borowiki w sosie śmietankowym", "Żurek z polską kiełbasą", i hit nad hitami "Zupa chrzanowa z kurkami i przepiórczym jajem", Moi Drodzy toż to jest czyste bizancjum, popisujemy się na salonach, gotujemy jajeczka i ucieramy (łzy nie roniąc) chrzanik - to dla mnie gorsze od abstrakcyjności pogrzebu w Korei, ale jak powiedział pewien restaurator z Poznania: "Kto zabroni biednemu bogato się bawić?" Wracam do kawy czarnej i Monte, ale może przegryzę tatarem z Łososia lub śledziem, ale na kawiorowej "pierzynce" - no nie wiem?

sobota, 24 grudnia 2011

Zniżka

Kilka dni temu, czekając w kolejce na absurdalnie rozgrzebanym dworcu PKP w Katowicach, do kasy obok podszedł człowiek w moim, czyli bliżej nieokreślonym, wieku. Nachylił sie i konfidencjonalnym szeptem zapytał "Czy sa znizki na Służbę Więzienną?". Z wrodzonej, ciekawości nachyliłem ucho. Pani postukała w ekran. Swoją drogą, zauważyliście, że gdyby nie gumka z myszka to kasy obsługiwałyby zdecydowanie wolniej? "Zaczarowany ołówek", na chwilę zawisł w powietrzu, Pani wyciągnęła szyję do koleżanki w mojej kasie i "szeptem" jak dźwięk silnika  BMW lokalnego miłośnika disco polo, zapytała:
"Zosia? ZOSIA!!! Jaki trzeba K L A W I S Z nacisnąć, na zniżki?".
Myślałem, że pęknę ze śmiechu! Gratulacje dla Pani. Pan zapytał dodatkowo o zniżkę na pierwszą klasę, pomyślałem, ze jak wprowadzą takową u siebie w Zakładzie to i w tym zakładzie się znajdą. A propos nie jestem zwolennikiem podwyższania standardu ZK do norm skandynawskich. I tak już słyszałem nie raz, że na zimę rózni tacy tam wolę "zbroić" coś drobnego i przezimować w ZK. 

niedziela, 20 listopada 2011

Stare i starsze

Krótkie pytanie:
Jaka budowla w Świebodzinie, w drodze do Berlina, jest najstarsza? 
TESCO! 
Bo zostało wybudowane pięć lat przed Chrystusem. 

W załączeniu naoczna wersja "szalonej" wizji miejscowego Proboszcza, która może nie przybliża nas do Copa Cabany i Karnawału, ale strach i wyższość Postu nad takowym i jego zwycięstwo w odwiecznej walce przypieczętowuje.  Nadal macie wątpliwości? Zaplanujcie podróż tak aby zobaczyć figurę w nocy, a widać ją naprawdę z daleka. Dla porównania skali, na pierwszym planie autobus.

Zdziwienie

Wracasz do domu gdzieś między północą, a szóstym kieliszkiem, w ustach smak śledzia zmieszany z dymem z papierosów. Akomodacja z trudnościa akceptuje światła samochodów nadjeżdżających  z przeciwka, a nogi, skubane!, nie chcą współpracować. Oddech kruszy cienką warstwę lodu na mijanych samochodach, ręce grabieją jak grabki w grządce z burakami pastewnymi. Nagle stajesz oko w oko z radosnym potworem skaczącym po ścianie. Radosnym? Ludzie zbierają figurki słoni z podniesioną trąbą bo to "szczęśliwe słonie". Nic bardziej mylnego, kiedy słoń podnosi trąbę to jest wyjątkowo wkur... i wierzcie mi, że to jest ten moment kiedy miejscowym kierowcom safari w Kenii i Tanzanii przypomina się gdzie jest wsteczny bieg w jeepie i że można na nim wyciągnąć ponad 40 km/h. ...a na scianie słoń hasa i skacze jak wskazówka alkomatu po urodzinach u Cioci.

sobota, 19 listopada 2011

Toaleta na promie

Kilka dni temu płynąłem promem z Taby (Egipt), do Aquaby (Jordania), prom okazał się szybka i luksusowa łodzią, którą bez trudu wieczorem w Ramadanie, po zachodzie słońca można przekształcić w centrum rozrywki lub choćby miejsce spotkania z rodziną i znajomymi. Ściany pucował nieustająco pan w nienagannym garniturze wyglądem żywcem wycięty z rodzimej - Jordańskiej okładki Fasion. W pewnym momencie trafiłem do toalety, a tu, stojąc ze zrozumiałych względów przodem do muszli (deskę podniosłem), czytałem obrazki, a w tym instrukcję obsługi toalety. Ryczałem ze śmiechu, a następnie zaciągnąłem pół grupy aby mogli zrobić zdjęcia jak z toalety korzystać należy, a raczej jak nie należy. Efekt komunikacji piktogramowej oceńcie sami, dla mnie nr.1 to rysunek

sobota, 15 października 2011

Chiński PSL

No skąd ja miałem to wiedzieć, owszem podejrzewałem, ale pewności nabrałem dopiero dzisiaj. Powszechnie znana jest moja doskonała orientacja w sprawach sportu, a przede wszystkim kibicowania, piłki nożnej, żużlu i takich tam. Kilka lat temu dostałem karnet na mecze, chyba, mistrzostw Europy i wybrałem - kolację z winem w dodatku w towarzystwie mojego kolegi. Normalnie w chwilach polsko-nadwiślańskiej ekscytacji przegranymi naszych, pytam: "...a w co grali?". Blizej mi do mistrzostw w Rugby i Haki czy choćby Krykieta niż do  "uroczych" graffiti ze znakiem Nauki jazdy jako głównym motywem. No ale ad rem, dzisiaj w serwisie sportowym jednej z telewizji, jak zwykle przydługim i szczegółowo omawiającym beniaminków, co to do cholery znaczy? Punkty i spadki z tabeli, usłyszałem wypowiedz, że Polka wygrała w tenis stołowy. Ping pong  - bo taka nazwa jest dla mnie bardziej old fasion, to nie nasza domena, nastawiłem więc uszy. Otóż Polska - Chinka wygrała dzisiaj z inną Chinką, a jutro gra z ....Holenderską Chinką. Teraz mnie oświeciło co ma wspólnego PSL z Chinami. Krąży taki dowcip, że Pawlak zapytany kto wygra wybory odpowiedział "oczywiście nasz koalicjant", no i ten Chiński Pawlak ma rację, nie ważne Polska czy Holandia i tak wygrają Chiny!!! 

środa, 12 października 2011

Szambo reklamy w drodze do Olsztyna

Jadąc do Olsztyna takie widzi się reklamy:
Blondynka w zielonej koszulce spoglada z bilbordów i mówi "Wybieram..... pompę ciepła"
Blondyn z bicepsem XXL poleca Val...wex
Mój przebój lata, na szambowozie w centrum Olsztyna widzę duży napis:
WY ROBICIE - MY WYWOZIMY!!!
Poza tym gąszcz reklam Radio Ma-Ryja, domki holenderskie i autokomisy "Pierwszy właściciel, kobieta, nie paląca", tylko markę mogli by podawać bo: " z twarzy to taki do nikogo nie podobny"



środa, 28 września 2011

piątek, 19 sierpnia 2011

Zimna gazeta i miejscowe przysmaki

Poniżej fragment tekstu ze strony internetowej jednej z sąsiedzkich linii lotniczych:
Pasażerowie klasy biznes w cenie biletu mają zapewniony darmowy posiłek i gazetę. W klasie ekonomicznej natomiast pasażerowie sami muszą sobie kupić posiłki i napoje. Na niektórych lotach napoje serwowane są bezpłatnie zarówno w klasie biznes, jak i ekonomicznej. Pasażerowie klasy ekonomicznej otrzymują miejscowe gazety na wszystkich lotach.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Sznurek

Po raz pierwszy komentarz trafia tu jako post, mało nie spadłem z krzesła po przeczytaniu: 
"Może lekko off topic, bo na business i management znam się tyle co na obróbce skrawaniem, ale skojarzył mi się ten dowcip (może ktoś odgadnie ciąg asocjacji, bo ja nie wiem jaki był?): 
Humanista, matematyk i fizyk założyli się o to, kto za pomocą sznurka o ustalonej długości obwiedzie największe pole. Humanista ułożył kwadrat, fizyk okrąg, a matematyk rozłożył sznurek byle jak, stanął w środku i powiedział "Jestem na zewnątrz".
A.
Otóż Drogi/a A. ciąg asocjacji jest łatwy aczkolwiek nie oczywisty. Humanista nie jest zorientowany (ale jak pięknie pisze!), fizyk wykazał się wiedzą klasyczną, a matematyk "puścił oko" do swojej Królowej Nauk i już.

Wczoraj w Warszawie

Zdjęcie wykonałem rok temu gdy jeszcze Świętokrzyska nie była rozkopana.


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Zorientowany Szef

Wszystko działo się rok temu, jak dla mnie w zupełnie innym życiu firmowym. Dobrze jest znać się na branży, w której się pracuje, a jeśli, w dodatku, jeszcze się szefuje to już nawet wypada być na bieżąco. Pewien Pan generalny dyrektor w branży turystycznej  jest tu wręcz wzorem bo "inteligentny" jest do granic. Na pytanie skierowane do niego na spotkaniu z klientem  o sytuację w Senegalu od której miała zależeć organizacja wyjazdu: "...ale proszę pana, czy w Senegalu jest bezpiecznie?", odpowiedział: "Tak, tak, no, tak,  NA LOTNISKU jest bardzo bezpiecznie", więcej faktów w niedalekiej przyszłości.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Wieża czasu


Na dworcu centralnym PKP w Warszawie jeszcze czas jakiś temu można było zobaczyć konstrukcję iście artystyczną ze starych napisów i fragmentów znikającego dworca. Odchodzący brud i szarość żegnam bez smutku, ale takie Signum Tepmoris warte jest pokazania choć na chwilę.

sobota, 9 lipca 2011

Jak u Williama Wylera

Jeśli nie widzieliście klasyka kina "Rzymskie Wakacje", to marsz do wypożyczalni, ale przy okazji krótka anegdotka: Moja znajoma ma na imię Roma, dawno temu, będąc jeszcze w liceum, zadzwoniła do swojej koleżanki. Odebrała mama koleżanki więc Romka ładnie się przedstawiła jak przystało na osobę dobrze wychowaną: "Dzień Dobry, Roma K. przy telefonie, czy zastałam Agnieszkę?", w tle czuć było zdziwienie, a potem głos zza zakrytej dłonią słuchawki wykrzyczał w przestrzeń: " Aga, szybko, choć tu,  ktoś z RZYMU do Ciebie dzwoni!!!" No po prostu Dolce Vita!!! Czyli Palce lizać!!!
Jako ilustarację postanowiłem wrzucić jacht projektu Philipa Starcka o nazwie... La Dolce Vita.

czwartek, 7 lipca 2011

Wielki Brat patrzy

Wczoraj moja, bardzo wysoko postawiana, Koleżanka pisała firmowego maila na firmowym laptopie. Nagle wyskoczyło z-nie-wiedzieć-skąd okienko, taki Popap Okienko było opisane imieniem i nazwiskiem firmowego"opiekuna" IT. Okienko chwilę pobłyskało, pomilczało, jakby zbierając siły i wydało komunikat: "Pani Kasiu dlaczego Pani komputer służbowy ma nazwę "KL", ?". Kasia odpisała w zdziwieniu: "Dzień Dobry, to on ma nazwę? A jaką, w takim razie,  powinien mieć?". Okienko znowu zamrugało, prawie wywróciło elektroniczne białka w dezaprobacie, spojrzało w lewo, w prawo i odpisało: "standardową". Moja Koleżanka od razu podjęła starania aby dostosować się do procedur korporacyjnych oraz karnie posypać głowę środowym popiołem i odpisała: "Przez duże "S" czy przez małe "s" ???". Okienko wyraźnie zdębiało, zawirowało w niezrozumieniu, warknęło kursywą, prychnęło i...zniknęło na zawsze. Od tej pory Okienko i Kasia są na Per Okienko i to przez duże "P", a komputer sam zmienił w nocy nazwę, ale przez małe "k" i przez małe ""l.

środa, 6 lipca 2011

Trzej jeźdźcy Armagedonu

PIERWSZY  - pociąg do Łodzi, który wykoleił się na jedynym wolnym torze skutecznie blokując przepływ biznesu, siły roboczej i mnie. Kosztował mnie 10% wartości zwróconego i nie wykorzystanego biletu. Dlaczego nikt tego nie zgadnie, ale opowiem więcej w oddzielnym poście.
DRUGI - kolejka na poczcie, jedno okienko, wielu ludzi, zalane wejście i pusty wzrok Pani Kierownik z głośną pieczęcią w dłoni, które siedziała vis a vis drugiego okienka z napisem NIECZYNNE
TRZECI - Wszechobecny deszcz i jego siostra mgła, oboje jeżdżą tramwajami i czyhają na przystankach.
SUPLEMENT - wariat w biurze z embosowaną Kartą MASTER, cóż wrażenia bezcenne, za całą resztę zapłacisz.... własnymi nerwami.
SUB SUPLEMENT - Pani w biurze z pytaniem: "Czy tu mażna ubezpieczyć sie od podróży". Droga Pani jak Pani się chce ubezpieczyć "od" to może po prostu nie lecieć, taniej będzie i ...bezpieczniej.

wtorek, 5 lipca 2011

Korporacyjne - znalezione w...


Autentyczny tekst rozesłany przez kierownika w jednej z dużych polskich firm, gdzie pracuje masa normalnych osób, które lubią się odprężyć.
Drodzy Koledzy! W związku z bardzo bliskim już szkoleniem w Rowach, czuję się w obowiązku podjąć kolejny raz tę syzyfową pracę i zaapelować do Waszego człowieczeństwa, resztek instynktu samozachowawczego i sumienia (trudny wyraz, zjawisko sumienia nie jest wśród Was powszechne, wiem).
Jak wiecie szkolenie jest przeznaczone dla pracowników działów sprzedaży ze wszystkich spółek grupy A*****R. Znaczy to, że oprócz nas będą tam również normalni ludzie. Dlatego proszę o przestrzeganie paru zasad, które pozwolą nam przebrnąć jakoś przez ten kolejny ciężki życiowy egzamin:


1. Nie awanturujemy się zaraz po przyjeździe o warunki zakwaterowania czy miejsce przy stole. Delikatnie zwracamy uwagę osobom odpowiedzialnym za zaistniałą sytuację i grzecznie proponujemy zmianę.

2. Nie upijamy się do nieprzytomności.

3. Nie wolno w żadnym wypadku publicznie bić lub lżyć Jarka W.

4. Nie przewracamy stołów, krzeseł i ław.

5. Nie zasypiamy na krześle, ławce, fotelu ani na stole w trakcie trwania szkolenia czy integracji. Zakaz ten dotyczy również pleneru.

6. Pilnujemy się nawzajem i jak kogoś ogarnie słabość grzecznie, spokojnie i dyskretnie ewakuujemy kolegę na z góry upatrzoną pozycję.

7. Nie używamy cały czas wyrazów wulgarnych (np. zamiast powiedzieć "kurwa czy masz jeszcze te w dupę jebane papierosy, bo mi właśnie kurwa wyszły do chuja zajebanego" można powiedzieć "czy mógłbyś mnie poczęstować papierosem"; albo zamiast powiedzieć "do chuja! Widziałeś tę sukę z ... .,na pewno wali się jak dzika, o ja pierdolę" można powiedzieć "widziałeś jaka fajna dziewczyna przyjechała z firmy..."

8. Nie bijemy się między sobą, a ewentualne kłótnie należy cicho przeprowadzać i nie wołać nikogo na arbitra. 

9. Nie ryczymy jak dzikie zwierzęta.

10.Nie wycieramy podłogi kolegami z pracy ani ze spółek.

11.Nie pytamy kolegów, którzy mówią rzeczy, które wydają się nam absolutnie bezsensowne "głupi się robisz?"

12.Nie opowiadamy nikomu głupot i nie zanudzamy opowieściami o naszych pijackich bądź seksualnych osiągnięciach.

13.Z Zarządem rozmawiamy TYLKO na trzeźwo!!! Staramy się podczas rozmowy nie opowiadać głupot o naszych niesłychanych możliwościach, umiejętnościach i osiągnięciach przyszłych, jak i minionych. W żadnym wypadku nie roztaczamy przed Zarządem wizji pojemności rynku w poszczególnych grupach asortymentowych. Podczas rozmowy nie należy trzymać rąk w kieszeniach, palić i wydmuchiwać dymu prosto w twarz rozmówcy, ani drapać się po genitaliach. Nie należy również obejmować rozmówcy ramieniem. Pamiętamy że Członek Zarządu naszej firmy nie jest "luźnym spoko ziomem".

14.W żadnym wypadku nie kiwamy ręką na Członka Zarządu Naszej Firmy.

15.Nie zmieniamy, klnąc na czym świat stoi, regulaminu gier i konkursów przygotowanych dla nas przez pracowników firmy szkolącej.

16. Jeżeli któryś z uczestników szkolenia nie będzie chciał pić każdej kolejki, nie ryczymy na całą salę "nie chlasz? - to po chuj żeś tu przyjechał"

17.Nie gwiżdżemy na obsługę, nie domagamy się gromkim głosem wódy, żarcia czy usługi seksualnej.

18.Nie wolno uniemożliwiać wejścia/wyjścia z zajmowanego wspólnie z kolegami domku/pokoju poprzez odbywanie tam długotrwałego stosunku płciowego.

19.Nie wolno oddawać moczu do umywalek ani pojemników na śmieci. Można to uczynić do klozetu lub pisuaru.

20. Jeżeli w trakcie zabawy ktoś wyłączy prąd, bo już najwyższy czas iść spać, należy jak najszybciej podać mu szklankę zimnej wody.

21. Przed pytaniem "czy jest tu coś do wypierdolenia?", przed wykonaniem "tąpnięcia w Bytomiu" bądź "pionizacji" sprawdzamy, czy jesteśmy we właściwym domku/pokoju. Nie wyłamujemy drzwi wejściowych do w/w obiektów "bo tam na pewno się schował!"

22. Szkody powstałe podczas kretyńskich, pijackich wybryków będą pokrywane z Waszego uposażenia, bez dyskusji.

23.Będąc pod silnym wpływem alkoholu nie przechadzamy się środkiem ośrodka wczasowego i nie informujemy całego otoczenia, że jest luźno,

24.Chcąc odbić partnerkę w tańcu (o ile dojdzie do zabawy tanecznej) nie przypalamy nikogo papierosem ani nie odpychamy jak chłopca.

25.To nieprawda, że wszystkie kobiety, które będą na szkoleniu mają ochotę pobzykać się z Wami i nie należy również wygłaszać komentarzy w stylu: "kurwa! Tę to bym jebnął..."

26.Zabraniam palenia i robienia setek zdjęć w trakcie szkolenia i integracji. W szczególności zakaz ten dotyczy Sebastiana. Jemu nie wolno dotykać aparatu w ogóle!

27.Nie odbywamy długotrwałych i głośnych stosunków płciowych w pomieszczeniu, w którym przebywają jeszcze inne, postronne osoby, które pragną odpocząć.

28.Nie obrażamy się wzajemnie i nie snujemy głupawych opowieści o rezultatach nieudanych eksperymentów niemieckich na ludności polskiej

29. Przed rozpoczęciem darcia mordy z treścią, która ma zachęcić napotkaną kobietę do natychmiastowego odbycia stosunku płciowego, należy się rozejrzeć i oszacować audytorium. Naprawdę nie wszyscy mają ochotę tego słuchać.

Zdaję sobie sprawę z faktu, iż powyżej podjęte sprawy nie wyczerpują bardzo szerokiego wachlarza Waszych możliwości. Jednakże jeżeli narobicie sobie i mnie wstydu i zaprezentujemy się w obliczu koleżanek i kolegów z grupy A*****R, nie jako zgrany kolektyw sympatycznych ludzi, lecz jako banda wyzutych z resztek człowieczeństwa, zezwierzęconych skurwysynów i pijaków, to długo nie będzie żadnego wyjazdowego szkolenia. 

środa, 1 czerwca 2011

Dzień Dziecka czyli Dzień Kosiarki odc. drugi

Za oknem Dzień Dziecka. Ktoś wpadł na pomysł aby jako atrakcję pikniku postawić na boisku szkolnym samochód policji. Jak myślicie, który element wyposażenia najbardziej podoba się uroczym, grzecznym dzieciom? Klakson? Nie syrena, która wygrała z klaksonem. Robię kreski w notesie na każdy dzwięk klaksonu i drapię pazurem ścianę na każdą syrenę. Drapię, ale dopiero jak odczepię się od żyrandola, na który wstrzeliwuje mnie za każdym razem dźwięk tejże. Syrena wraz z moto obudową znajduje się w odległości strzału z kałasza. Dodam - celnego strzału. Mówiłem nie dawać mi broni! O której zamykają dzieci? Eeee to znaczy szkołę? Dlaczego szafa pomimo, że posiada oświetlenie wewnętrzne,  nie jest dźwiękoszczelna? Podobno dzisiaj dwieście dzieci pojechało metrem do kina w asyście nie oddziału antyterrorystycznego tylko czterech opiekunek. Jeśli zobaczycie mężczyzn w garniturach i panie w garsonkach wybiegających z obłędem w oczach z podziemi The Tube, to znaczy, ze trafili na milusińskich. Biegną do pracy polami, kryją się pod teczkami pełnymi laptopów. Nie widzą, że już dawno zostali oklejeni gumami, polani sokiem i pomalowani kredą. Kilku zbacza do poradni "Zdrowa Korporacja - uśmiechnięty Pradocholik", szukają porad trenerów biznesu i coachów. Nie ważna cena, trzeba zatrzeć wrażenie, lobotomia Dnia Dziecka.

wtorek, 24 maja 2011

Konkluzja

Od rana próbuję pracować w domu. Na przeszkodzie temu,  poza kosiarkami, które jakby milczą ostatnio, stoją różnego rodzaju służby. A to kominiarz, a to listonosz, elektryk w sprawie napięcia, gazownia w sprawie szczelności i tak dalej. Dzisiaj rano powitałem pana od domofonu. Tradycyjnie zapytałem o upoważnienie (oj małej wiary jestem) i identyfikator. Pan się obruszył, wydął usta i nie zbity z tropu, a widać że zaprawiony zaczął tyradę:" Firma nam nie daje identyfikatorów, jak pan nie zrobi badań to będzie Pan musiał sam iść i to załatwić!". "Że co?" Odpowiedziałem piękną i nienaganną polszczyzną. "Może mam jeszcze wyrwać domofon i kabel aż do pół piętra i w zębach przynieść?" Pan nie zrozumiał aluzji i dodał na odchodne, mimochodem: "My jesteśmy z Firmy, a ci z identyfikatorami to najczęściej OSZUŚCI!!!" Mój światopogląd legł w gruzach. Od jutra nie wpuszczę policji, straży pożarnej, miejskiej i listonosza, no chyba że zjedzą identyfikatory lub je spalą bo od dzisiaj to dla mnie potencjalni oszuści są!!!

poniedziałek, 23 maja 2011

Wiosenna audycja WNET



Spóźnione, ale nie było mnie na miejscu, a materiał nadal mnie bawi, WIOSENNA PALMA!!! http://www.radiownet.pl/radio/wpis/13725/

wtorek, 17 maja 2011

Pamiątki i zdjęcia

Już o tym było po części: 
  • Kolega w podroży po Chinach postanowił kupić jakąś pamiątkę dla rodziny. Po dwu godzinnej próbie zakupów wrócił do baru, a którym stół powoli zapełniał się pustymi butelkami po Tsing Tao i oświadczył: "Eee, chciałem kupić jakieś pamiątki, ale pomyślałem że to na pewno sama CHIŃSZCZYZNA!!!"
  • Zdjęcia: Koleżanka Seniorka do koleżanki Seniorki po powrocie z wycieczki: "Halinko przecież Ty takie śliczne zdjęcia robisz, A SOBIE ZAWSZE TAKIE KIEPSKIE", :)

sobota, 14 maja 2011

Dzień Świra (zielonego)

Od trzech dni, dokładnie dwanaście godzin na dobę pod moim oknem trwa wojna z trawą. Od siódmej rano, na pole walki wytaczają się trawożerne, naddźwiękowe kosiarki z ich potężnie umięśnionymi, palącymi ViceRoy-e bez filtra, operatorami. Po prostu Avatar 2 i 1/3 Walka toczy się o każde źdźbło, piana w ustach przy podkadzaniu drzewkek widoczna jest z V pietra. Pot "klasy w ogodniczkach" pachnie adrenalina i zemstą na "zielonym bogu wiosny". Proszę nie przynoście mi broni, będę strzelał, sypał piasek w tryby komunalnej maszyny i zapychał filtry oleju świeżo skoszoną maciejką. W ostateczności pojadę do Krakowa po "Barszcz Sosnowskiego" i podam go na ciepło z razowym chlebem jak chłopka strudzonym kosiarzom. Niech spuchną i użyźnia mój trawnik. Dźwięki są z piekła rodem, wycie, jazgot, turkot tysiąca tirów bo starej betonowej drodze i do tego jumbo w fazie rozbiegu. Jak ja mam pracować w sobotni poranek, który po powrocie jest dla mnie niedzielnym popołudniem? Nagle za oknem cisza, koniec? Nie, o ułudo, to przerwa śniadaniowa na pierwsze, zasłużone a jakże piwko. Obraz pod rosłym klonem jak rodem ze "Śniadania na trawie", kształty nie te, ale lekkość dzierżenia rączki od gazu nie mniejsza jak pędzla u impresjonistów. Nadchodzi noc, Noc Muzeów. Znajdę trawożerne potwory, popodcinam im przewody paliwowe i z zapaloną zapalniczkę i wyrazem twarzy z najgorszych horrorów klasy B będę stał i wygłaszał formułki o moim powrocie, i takie tam. Pora pójść na targ po kominiarkę :)

wtorek, 29 marca 2011

Aussie guide for freaks

"I still call Australia HOME!" by Aga "Pole by birth, Aussie by heart"
"Absolutnie najlepsze fish and chips dają w San Remo – przy samym wjeździe na Philiip Island. Knajpka jest przy długaśnym moście. Ryba fantastyczna, prosto z oceanu, panierowana delikatnie i smażona do doskonałego złotego koloru. Chipsy perfekcyjnie zrobione z własnoręcznie przez nich obieranych i ciachanych ziemniaków. Najlepiej konsumować lubieżnie na tarasie – z widokiem na całą zatokę, w towarzystwie przyjaznych pelikanów, które z radością poczęstują się zaoferowanym chipsem. Oczywiście nie na żadnych plastikach serwowane tylko jak należy – w gazecie. :)


Najlepsze martini absolutnie w całej Drodze Mlecznej oferują w Gin Palace, przy malutkiej bocznej uliczce odchodzącej od Little Collins Street. Trzeba wiedzieć jak trafić (jak zresztą do najlepszych lokali). Za moich czasów bytności tam dawali – jak sama nazwa wskazuje – li i wyłącznie drinki z ginem, a specjalizowali się w kilkunastu typach martini. Pycha. Z ciekawostek dodam, że wnętrze mocno klimatyczne, kanapy i fotele pluszowe, malutkie staroświeckie stoliczki, ściany z cegieł. Wnęki intymne dla parek lub małych grupek. Z moimi kolegami nazywaliśmy to miejsce OB-GYN Palace (ot, taki żarcik medyczny, hehe, tym bardziej że już po trzecim martini ... nóżki...)



Najsmaczniejsze i najsoczystsze navels są w małym gaiku, tak w połowie drogi między Red Cliffs a Mildura. Nazwy nie pomnę, ale trafię i palcem pokażę gdzie. ;) To jest w ogóle cudowny region, słynący nie tylko z orange groves ale i z winiarni – np. Lindemans. Najwspanialsze są Jazz Food & Wine festivals, podczas których zwiedzający winiarnię mogą nie tylko posmakować winka, zagryźć go pysznym serem ale i rozłożyć się leniwie na trawie i wieczorem posłuchać dobrej jazzowej muzyki, z cykadami w tle. Z ciekawostek: w regionie są dwie miejscowości Colignan i Nangiloc – zadupia totalne, ale położone najbliżej siebie, więc ojcowie założyciele nadali im nazwy będące lustrzanymi odbiciami. W regionie znajdują się również parki narodowe w tym jeden z tzw. Pink Lakes – to są jeziora z soli, po których normalnie chodzić można (mam zdjęcia) a kolor różowy mają, bo pod wartwą soli rosną radośnie krasnorosty, czerwone algi, które przebijają i dają śliczny kolorek różowy. Widok niezapomniany w blasku zachodzącego słońca. :)



Coś jeszcze ktoś życzy się dowiedzieć? Wiem gdzie serwują soczyste białe larwy – na surowo lub lekko grillowane. ;) 

by Aga: Pole by birth, Aussie by heart

czwartek, 24 marca 2011

Australia - tajne miejsca

Wkrótce wiadomości z Australii od prawie rodowitej Aussie: "...zacznę pisać w której knajpie na Phillip Island dają najlepsze fish and chips, w którym pubie w Melbourne robią perfekcyjne James Bond martini (BTW: w tym samym miejscu serwują "Weekend in Warsaw" martini - zamiast oliwek do kieliszka wkładają anyżkowy drops oblany ciemną czekoladą), i z którego gaju pod Mildura można sobie prosto z drzewek zerwać najpyszniejsze navel oranges..."
Czekamy!!! tak to ja lubię zwiedzać Świat!!!

Marakesz "Que sera, sera"

"Człowiek, który wiedział za dużo", to film z a956 roku w reżyserii słynnego Alfreda H. Jeśli ktoś wybiera się do Maroka to warto zobaczyć bo to wspaniały obraz lat przeszłych. Wartka akcja, intryga i ciągłe napięcie, tajemnica i moda z dawnych lat. Świat miniony, na szczęście utrwalony. Główne role świetnie zagrane przez Doris Day i Jamesa Stewarda. Jako bonus dla zainteresowanych piękna ballada "Que sera, sera" w wykonaniu Doris. która niestety miała nieszczęście nigdy już nie powtórzyć sukcesu tej właśnie piosenki. Śpiewała całe życie, ale widzowie zapamiętali ją jako divę tego właśnie jednego utworu. Na pierwszym planie Meczet Hassana II blisko placu Jemma el Fna w Marakeszu. Szczególnie polecam kolację przy jednym z ruchomych straganów i obowiązkowo dużą szklankę soku pomarańczowego wyciskanego na miejscu.

środa, 23 marca 2011

Poszukuję kieliszka

Zawsze, od początku działalności "artystycznej", wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Poszukuję kieliszków o pojemności 13 i 24 ml oraz 7 i 12 ml dla gości płci pięknej. Pośrednie mnie nie interesują. Jak nie znajdę to będę pił zdrowotnie w 50-tkach albo, nowo modnie pubowo, w 40-tkach i to wcale na zdrowie mi już nie wyjdzie. Znowu "Seta-Meta-Galareta"? Powrót nocnym do domu, wschód słońca nad Wisłą skrzącą się krą? O rany, ale bzdury! Materiał poglądowy otrzymałem od fachowej służby medycznej. Sto lat!

wtorek, 22 marca 2011

Biorę się za słowo jak za chleb

Tekst Elżbiety Adamiak:
Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej


Posłuchajcie:Jesiennej strony 

Wyścig weselny

Wiosna za oknem, sezon na wesela tuz tuż. Mam na koncie wesele trzy dniowe w Zakopanem. Czterodniowe na wsi gdzieś między studnią a stodołą i kilka mało miasteczkowych, remizowych i innych. Zawsze fascynował mnie obrządek tak zwanych Oczepin. Najbardziej, gry i zabawy ludu polskiego na przełomie XX i XXI wieku. Otóż pierwsza z nich to konkurs dla kawalerów. Kiedyś będąc w tak zwanej sali GS Społem w Mamliczu, uczestniczyłem w czymś co nazwałbym kwintesencją tychże zabaw. Wodzirej z wąsami jak wstęga Wisły, rzucił do zgromadzonych,  nabitych jak autobus w szczycie, kawalerów: "...a teraz wygra ten, który najszybciej przyniesie z kuuuchniiii....(teatralne zawieszenie głosu)...którąś z Pań Kucharek!!!". Co się działo, kawalerowie jak kawaleria z poluzowanymi wędzidłami na Wielkiej Pardubickiej, rzuciła się w wąski korytarz prowadzący do sali bemarów. Przeszkoda z wujka Staszka co tu leży od 22.00 zmorzony roladką drobiową - hop! Rów z oranżadą co rozlała się przy popitce i śpiewaniu "Gorzko, gorzko" - hop! Trzask drzwi, łamane zawiasy, szczęk krzeseł rozpychanych silnymi, owłosionymi barkami i kułakami wystającymi z podwiniętych rękawów koszul marki Sunset Suit. Furkot kamizelek z pleckami ze sztucznego jedwabiu i popuszczonych krawatów w turecki wzorek. Już, już są, szukają, taksują, każdy łapie co mu w ręce wpadnie. Lusia 65 kg - ładna, mąż strażak. Basia 75 kg, blond i tipsy, Krysia 85 kg (ale to nie prawda na pierwszy rzut oka). silny wąs i najlepsze mielone w promieniu 3 wiorst. Chwycili, wykonali zwrot na pięcie w lakierkach od pierwszej komunii chrześniaka. Biegną, dyszą, walka trwa. Jeden mało głowy na zakręcie Lusi nie urwał o wystający wieszak. Rumak Basi fiknął na zakręcie , nakrył się lakierkami i Basią, ledwie uszedł z życiem spod krynolin i plis. trzeci zmierza do sali! Prawie po ziemi wlecze Krystynę (dla znajomych Krychę), wpada, wrzask aplauzu i girlandy z barszczyku i tatara siekanego naprędce już w powietrzu.  Pachnie bigosem i rychłym sukcesem. Stanął, nie bez wysiłku hamując na środku sali i... wypuszcza kucharkę z rąk na środek parkietu. TOUCHDOWN!!! Ona macha nóżkami, on przyjmuje gratulacje od orkiestry grającej motyw z westernu. Nagrodą jest kolejna flaszka wódki z naklejką Para Młoda i zdjęciem nowożeńców... ach co to był za bal. Dwa żebra złamane, liczne otarcia, skręcona kostka, ale wrażenia bezcenne i kac gigant.