"Przyloty-odloty” to blog o podróżach, ale nie tylko. Wiadomym jest, że pomiędzy wyprawami, wycieczkami, a nawet spacerami, jak zza węgła pojawia się czas "nie-podróżny". Wtedy to człowiek choć trochę "świata-ciekaw", zajmuje się obserwowaniem, porównywaniem i zadawaniem pytań. Często pozostających bez odpowiedzi. Tropienie dulszczyzny i drobnomieszczaństwa jest pasją samą w sobie. "Świata-ciekaw" wspomina również czasy mniej lub bardziej odległe, bez znaczenia czy w przeszłość, czy w przyszłość. Tak więc startuję z blogiem, w którym pełno okruchów i odbić. Pełno tu odlotów moich bliskich i znajomych, obserwacji otaczającego mnie życia i relacji z podróży oczywiście! Postaram się wpleść również własne - i nie tylko - zdjęcia, cytaty i fragmenty, przy których przystanąłem i postanowiłem się nimi podzielić. Zanim zacznę pozwólcie, że cytując Kabaret Starszych Panów powiem: „Drzwi opatrzyłbym w inskrypcję, przedsięwzięto Ekspedycję”/ Radek


czwartek, 10 marca 2011

Niemiecka solidność

"Nikt nie będzie płacił za to by dostać się z Berlina do Poczdamu w godzinę, jeśli na koniu można tę trasę pokonać w niespełna jeden dzień i to za darmo". Powiedział to Król Pruski Wilhelm I o kolei żelaznej w 1864 roku. Natomiast ja nadal czekam na DB na naszych torach, ciekawe co wygra, niemiecka solidność, czy polska "fantazja"? Strajki dziesiątek związków zawodowych. Protesty że: "Nie będzie nam tu Niemiec po polskich, NIEPODLEGŁYCH torach jeździł!!!", PKP na pewno coś wymyśli i to nie w kwestiach ekonomicznych, chociaż tu najprościej o blokowanie. Idą wybory, będzie się działo! Ciekawe? No więc NIE!!!  Nieciekawe, żenujące wręcz! Cesarzu, Królu, ratunku, została nam bułka kajzerka, a mogło być tak pięknie.


środa, 9 marca 2011

Bandyci do bani

Słyszałem już kilka rankingów najgłupszych przestępców ostatnich lat, postanowiłem więc w końcu wybrać dla Was kilka perełek:
Jeden z rabusiów próbował okraść bank w Oregonie podając kasjerce kartkę "To jest napad". Kasjerka odpisała "Tu jest tak niewyraźnie napisane, że proszę przyjść jutro, będzie kierownik". Inny chciał przeczekać i zamknął się w szafce w Best-Buy-u, dostał skurczów i rano wyciągali go z "więzienia", lekarze. Następny dał sobie wyrwać pistolet przez emeryta sprzedawcę na stacji benzynowej. Jeszcze innemu wypadł magazynek z broni i rozsypały się naboje, uciekającego skutecznie "powaliły" na podłogę drzwi obrotowe. Ostatnio słyszałem o bandycie, który napadł z bronią na kiosk ruchu, a pani Basia energicznie opuściła okienko co spowodowało odpadniecie lufy od "broni" i przytrzaśnięcie ręki rzezimieszka . Niezrażony przestępca uciekając podjął próbę wyrwania torebki starszej pani przy wejściu do metra. Dostał takiego "plaskacza", że nakrył się nogami i trafił do dentysty z połamaną 2 i 3. Absolutnymi mistrzami kamuflażu są oczywiście wspólnicy Woodego Alena z filmu "Drobne Cwaniaczki", jeśli nie widzieliście to nic nie opowiem aby nie psuć zabawy. Miejsce pierwsze zarezerwowałem dla Gangu Olsena, który szukał metody na niepoznakowane przybycie do miasta: "Jeśli bank jest w centrum miasta. jeśli to jest w samo południe i jeśli mamy pojawić się niezauważeni, nie zwracając niczyjej uwagi to przyjedziemy CZOŁGIEM", a pamiętacie jak rabusie z Vabank zapytali jubilera: "Czy wie Pan co to jest?". Odpowiedział, że wie, "...to jest tłumik", a oni "No to wyda Pan biżuterię z gabloty czy mamy do tego dokręcić pistolet?" A propos, dlaczego bandyci tak rzadko uciekają ofiarom? Niski poziom wf-u i zbyt dużo zwolnień, Dlaczego nie są doganiani przez policję? Nawet nie chcecie wiedzieć jakie są aktualne wyniki testów okresowych w komendach! Sto metrów w...

Zapomniane marki

Poranny pomysł, rodem z Łodzi, w swojej "pilockiej" galerii zdjęć na Picasa uruchamiam katalog "Zapomniane marki". Będę gromadził zdjęcia, jpg i inne wirtualne dowody pamięci dawnych czasów we wszelkich wymiarach i o wszelkich wagach. Dzisiaj pierwsza z nich. Lubelska Fabryka Wag. Chętnych do wspólnej zabawy zapraszam. Każdorazowo wraz z autorem zdjęcia będę publikował nasze znaleziska na FB. Pierwsze tropy i poszukiwania: 

  • MELEX, 
  • Pasta BUWI
  • proszek IXI 
  • buty RELAX 
  • lody Pingwin 
  • Rowery WIGRY, JUBILAT 5
  • Magnetofon szpulowy GRUNDIG

wtorek, 8 marca 2011

Litewski ślusarz serc


Otóż dzisiaj jest  8 marca,  Dzień Kobiet, międzynarodowy zresztą (sic!). Po ulicach i w metrze włóczą się bandy „mężczyzn” ze „zdechłymi” tulipanami i pseudo bukietami. Cukiernie sprzedają słodkości, a hektolitry może nie-bardzo-taniego, ale też nie-za-drogiego wina płyną i płynąć  będą cały wieczór. Ja zabieram Was, po raz drugi dzisiaj, na Litwę. Proponuję  zmianę, jeśli nie miejsca, to choćby klimatu. Przez Wilno płynie mała rzeczka, zwana Wilejką, a na niej jest most.  Nic w tym szczególnego, gdyby nie  upodobanie do tegoż Mostu i  tej rzeczki zakochanych. Jak każe miejscowy zwyczaj, pary kupują kłódkę, grawerują na niej wspólnie swoje imiona, zapinają ją na poręczy mostu, a klucz wspólnie wyrzucają za siebie. Wyrzucają jak minione, samotne lata zycia bez siebie. Most tonie dosłownie w mniejszych, większych i całkiem sporych wyrazach "związania" się na zawsze. Już prawie brakuje wolnych miejsc na tym miłości padole. Ech! Cóż dodać? Tu pora na zupełnie inna puentę, a co jeśli związek się nie udaje, kończy, wygasa? Otóż nie zaobserwowano  samotnych mężczyzn w woderach błądzących nocą w nurcie rwącej rzeki. Nie widziano również kobiet z patykami, kijami i drągami próbujących wydobyć ten jeden... klucz z pomiędzy otoczaków na dnie Wilejki. Co więc dzieje się, albo co nie dzieje się? Łatwo oczywiście o pomysł na biznes:

"ŚLUSARZ ROZWODZICIEL", ze sloganem nad drzwiami: "Kończę związki! Szybko, sprawnie, bez śladu i "rozwodzenia się" - jeśli wola Wasza i potrzeba taka to zakład posiada gumówkę i palnik acetylenowy", "rozkuwanie kowalskie płatne dodatkowo!"
Myślę, że tak naprawdę dzieje się coś innego. Otóż Mrożek powiedział kiedyś: "Kochałem Panią, nienawidziłem Pani, a teraz zrobię rzecz najstraszniejszą - ZAPOMNĘ O PANI!!!". Wiec może te tulipany i desery mają sens? Nie wiem, nie zastanawiam się nad tym! Czytam Mrożka i popijam winem, czerwonym oczywiście!

Kaziuki i świńskie kawałki

Żadne inne święto, nie pachnie tak jedzeniem, jak imieniny Kazimierza w Wilnie. W zaledwie dwa dni spróbowałem:
1) Cepeliny (kartacze) - czyli pyzy ziemniaczane nadziewane mięsem, cebulą i przyprawami.
2) Czebureki - typowo tatarskie danie, pierogi smażone na gorącym tłuszczu z nadzieniem mięsnym.
3) Kibiny - narodowe danie karaimskie (o Karaimach przy innej okazji), są to pierogi, które po ugotowaniu są dodatkowo pieczone, dla mnie numer jeden, szczególnie ze karaimowie jako wyznawcy judaizmu w wersji tak zwanej babilońskiej, nadziewają je baraniną.
4) Kindziuk -  najlepsza w świecie kiełbasa robiona z żołądka wieprzowego, wypełnionego warstwami mięsa, przypraw, słoniny i suszona na przewiewnych wiejskich strychach.
To wszystko popiłem Girą czyli kwasem chlebowym, zagryzłem litewskim chlebem. Na żołądek i trawienie skosztowałem "Trzech dziewiątek", nalewki z 27 leczniczych ziół, ale nie przepadam za nią. Pitne miody dopełniły arcydzieła kuchni litewskiej. Oczywiście każda część zwierzaka z płaskim ryjem co to już raz był malowany na czarno, ma swoje zastosowanie. Coraz rzadziej, ale nadal jako zakąskę do piwa podaje się wędzone uszy świńskie. Można również zamówić, albo po prostu kupić cały świński łeb, delicja po prostu!

środa, 2 marca 2011

Generalny uśmiech

Nie jestem miłośnikiem filmów typu sitcom, ale "Allo Allo" wykracza poza ten schemat. Dzisiaj w restauracji u Rene robiono pamiątkowe zdjęcie z Generałem. Fotograf zbierał się dość długo do dzieła, na co Generał wysyczał spomiędzy radośnie odchylonych kącików ust "...szzzzzbciej bo mój uśmiech traci na szczerości", znacie to uczucie?

Kto wie, to wie! A reszta... cóż?


wtorek, 1 marca 2011

Uśmiech poranny

Mało nie spadłem z krzesła po przeczytaniu tego. Otóż cały weekend prowadziłem zajęcia ze studentami i mówiłem o komunikacji, negocjacjach, konfliktach, werbalnej, niewerbalnej i wszystkim tym co przydać się może, a raczej na pewno przyda. Grupa okazała się nadzwyczaj chłonna i zainteresowana. Kiedy wczoraj jeszcze trochę oszołomiony 18 godzinami wykładów siedziałem nad zupą Minestrone w restauracji u moich znajomych na Świętokrzyskiej zadzwoniła moja koleżanka, dumna matka dwójki bliźniaków. Jak Ona to robi? Nie chodzi o rozróżnianie, ale o opanowanie tłumu żądnych wrażeń i emocji, ruchliwych jak pszczoły facetów? Podziw i chapeau bas! Wracając do tematu, udało nam się połączyć dopiero gdy tylne fotele lotnicze zostały zajęte przez dwóch doskonale wyszkolonych w sytuacjach bojowych,  4 letnich Pilotów Pirxów. Próbowaliśmy porozmawiać, ale szumy w kanale komunikacyjnym, oczekiwania dotyczące, muzyki, bajek i postoju w Mc Donalds były na takim poziomie, że komunikacja zanikła do zera, a chwile później została przekierowana do jednego z CO pilotów, który poinformował mnie o swoim stanie zdrowia, który to sam niechcący nadwyrężyłem kiedyś wspólna zabawą na huśtawce. Drugi CO "poinformował" pierwszego, że teraz on rozmawia. W powietrzu zawisło zarzewie konfliktu na miarę granicy Indyjsko -  Pakistańskiej. Raz rozmawiałem z jednym, raz z drugim, to o szyi, to o ... no właśnie o czym? Super było dopóki telefon nie wrócił do rąk Matki Pilota, która poinformowała obu CO, że teraz Ona rozmawia. Koniec i basta! A nie prawda, z tylnej ławki dały się słyszeć negocjacje w postaci markotnej miny i początków szlochu. Telefon wrócił do CO, wykonał jeszcze jedną rundę i uspokoił, wraz z wizją lodów i frytek, sytuację.  Już spokojnie umówiliśmy się na pogadanie w innym terminie -uffff. Co mnie rozbawiło? Wiecie jak "Matka dzieciom", nazywa swój samochód wypełniony CO Pilotami? Nazywa go WOZEM TRANSMISYJNYM !!! no rzeczywiście dawno nie słyszałem takiej HD transmisji i do tego multikanałowej! Jedź ostrożnie M.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Co oznacza dla mnie Kuchnia!!!

Cóż dodać?
http://www.youtube.com/watch?v=TtoZ6GRPGbo

Eeehhh Mambo Italiano!!!

Statystycznie

Co niszczy nieodwołalnie 14 % naszego życia? Poniedziałek, poniedziałek, moi drodzy. Słyszeliście, że zapytam przy okazji o swobodnym pomysłem rocznego urlopu dla "wypalonych" pracą? Otóż ostatnio jeden z naszych ministrów dyskutował o tym w gremium komisji ministerialnej. Na pewno na pierwszy rzut oka pomysł i Wam się podoba. Potraficie natomiast wyobrazić sobie jak duży, jak trudny i jak "pod górkę", będzie pierwszy poniedziałek po powrocie do pracy rok od jej opuszczenia? Mam lepszy pomysł, jaki? A dlaczego mam go omawiać ot tak, od razu? Może Wy wcale nie jesteście zainteresowani? A teraz wszystkich biuro-poniedziałki-frustratów pozdrawiam i ... idę do pracy.

środa, 23 lutego 2011

Blackout Saaba

Dzisiaj "Dzień niepodległości Saaba". Gratuluje "powrotu" do Szwecji! Już nie pamiętam czyją są własnością, ale mam nadzieją, że nie Taty jakiegoś. A propos dobrze spasowane drzwi w tym ostatnim to takie gdzie dłoń wchodzi i wychodzi bez dotykania blach. Model Tata Safari ma tyle wspólnego z Wyprawą na oglądanie zwierząt co ja z nurkowaniem podlodowym. Mam nadzieję, że Saab nadal umieszcza na kokpicie przycisk wyłączający oświetlenie panelu. Piękna lotnicza tradycja rodem z II Wojny Światowej BLACKOUT-u i jakże wygodna!

wtorek, 22 lutego 2011

Bank puszcza farbę

Historia prawdziwa: Klient składa na ręce dyrektora oddziału banku reklamację " Z powodu wymalowania pomieszczenia z bankomatem nową farbą uniemożliwiono mi realizację wypłat, oczekuje rekompensaty i zadośćuczynienia". Bank bada sprawę. Może alergik? Może ma fobię na punkcie świeżej farby? Może kolor mu się źle kojarzy, przeraża? Może religia, kultura? W końcu ktoś umawia się z "Farbowanym Panem" i słyszy konfidencjonalnie wyszeptaną odpowiedź "Bo ja sobie, wie Pan, na ścianie PIN wydrapałem i co teraz!? Teraz go nie pamiętam, farby nie zdrapię, a Panu i tak nie powiem gdzie, bo ja Wam już nie wierzę!!!". 
Kolorowo jest, nie ma co!
Innym razem klient wpłacił 100 zł wieczorem, a rano postanowił podjąć z bankomatu obok (tego samego banku), wpada z banknotem do oddziału i robi aferę, że to skandal bank obraca w nocy jego pieniędzmi! Ktoś przytomny pytaj "Jak to?", "...a tak to, że miałem znaczony banknot i teraz już wiem!!!"

czwartek, 17 lutego 2011

Ptasi mandat

W związku ze zmianą Ustawy prawo o ruchu drogowym, podobno mają byc likwidowane atrapy fotoradarów? Policja nie robi absolutnie nic w tej sprawie. Rzecznik prasowy Komendy Głównej twierdzi, że to nie atrapy, tylko: "Przygotowane do montażu w przyszłości obudowy z ustaloną lokalizacją". Mam w takim razie rozwiązanie alternatywne, znalezione w jednym z czasopism. Wybijamy szybkę, montujemy patyczek, może być drzewniany czyli ekologiczny. Mamy budkę lęgową. Wzór na załączonym zdjęciu. Jeśli zostanie ona wybrana  przez na przykład szpaka, można go namówić do współpracy. Niech gwiżdże na widok nadjeżdżających piratów drogowych. Jeśli to będzie dzięcioł, niech wystukuje numery tablic rejestracyjnych na wymiennej deseczce. Po prostu green power! Poza tym dlaczego mówi się piraci drogowi? Pirat to takie romantyczne, nie lepiej zwykli   bandyci?!

środa, 16 lutego 2011

Kto sieje wiatr w USA?


Dawno temu w Ameryce było inaczej. Słowa bożego używano jak amunicji, a nauczycieli chcących pokazać inne teorie niż "boski cud stworzenia" zamykano w więzieniu. Ksenofobiczna społeczność lokalna ziała wola zemsty, a sąd nie miał doświadczeń w oddzielaniu prawdy od tradycji. Genialnie wszystko to pokazano w filmie "Kto sieje wiatr" z 1999 roku z moim ulubionym Jackiem Lemmonem w jednej z głównych ról. oprócz niego zagrał drugi słynny oskarowy aktor: George C. Scott. Obaj występują w nowej wersji jednego z najsłynniejszych dramatów sądowych w dziejach kina. Film "Kto sieje wiatr" ukazuje kulisy tzw. "małpiego procesu", który wstrząsnął amerykańską opinią publiczną W małym, sennym miasteczku na amerykańskiej prowincji, gdzie Biblia uważana jest powszechnie za jedyną wyrocznię, nauczanie darwinowskiej teorii ewolucji to wielkie ryzyko. W obawie, by umysły dzieci nie zostały zatrute "bluźnierczą" teorią, mieszkańcy osadzają młodego, odważnego nauczyciela w więzieniu. Do akcji wkraczają dwaj najbardziej wpływowi prawnicy Ameryki - Henry Drummond (Lemmon) i Matthew Harrison Brady (Scott). Podczas gdy Drummond walczy w obronie wolności przekonań, Brady skupia wokół siebie zaślepioną żądzą zemsty lokalną społeczność. Wyrok nie tylko zburzy spokój prowincjonalnego miasteczka, ale wstrząśnie całą Ameryką. Obejrzałem w sobotę, nadal jestem pod głębokim wrażeniem.

wtorek, 15 lutego 2011

Nieistniejąca wygrana

Marzenie, wygrać w kategirii w której sie nie startuje. Pewien Bank internetowy w Wielkiej Brytanii jest tak "wielbiony" przez swoich klientów, że ankieta z 2009 roku wykazała, iż zdobył I miejsce w kategorii "najlepsze bankomaty". Klopot z tym, że bank ten nie ma ani jednego własnego bankomatu.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Nierząd fiskusa

Z ostatniej chwili. W związku ze zmianą ustawy i likwidacją nieopodatkowanych krótkoterminowych  lokat, które unikały, tak zwanego, podatku Belki. Fiskus zapowiedział, że będzie sprawdzał  osoby, które deklarują swoje przychody z tytułu nierządu. Jestem bardzo ciekawy jak to będzie się odbywało? W marketingu znamy pojecie anonimowego klienta, który testuje jakość obsługi i serwisu, ale w tym przypadku! A co jesli odmowa świadczenia usługi nastąpi bo się urzędnik po prostu nie spodoba? Już zacieram ręce na pierwsze doniesienia o kontrolach. 

Luxury & music version of przyloty-odloty

Nie żebym zaraz wybrzydzał. Gulfstream G 550 jest całkiem wygodny, ale ja nie lubię latać tyłem i już!!!

Cytat z Pingwinów

"Czy Wy Szeregowy  myślicie, że taki Szop Pracz w masce, pomaga zwierzętom tak jak my? Jasne?! A  po wszystkim wskoczy na swojego różowego jednorożca i odleci rozwiesić na niebie tęczę oraz gremplować obłoczki!!! Szeregowy ochłońcie!" 

niedziela, 13 lutego 2011

Obsesja czy d'Opium

Pomysł na sukces: Dawno nie widziałem tak zwanej, jedno sekundowej zadymy, z podszyciem PR-owskim o grubości kożucha rodem z filmu Przystanek Alaska. Perfumy Belle d'Opium YSL, to zgrabnie skomponowana choreografia w stylu haremu z 1000 i jednej nocy. Modelka Melanie Thierry, tańcząca jak koraniczna hurysa, wieczna dziewica, znana z filmów klasy B: "Babylon A. D." i "Largo Winch". Muzyka skomponowana przez Nitina Sawhney-a (szacunek za działania cross-culturale), autora między innymi przełomowego albumu "Beyonde Skin". Do tego koktajlu jeszcze gest Melanie wyglądający, jak  zastrzyk i... pół miliona odsłon na YT w kilka dni. Zapomniałbym dodać, że gest "zastrzyku" wstrząsnął Wysoką Komisją Mediów w Wielkiej Brytania do tego stopnia, ze zakazała ona emisji spotu i to.... całkowicie za darmo zakazała. Genialne! Już na marginesie, jako wartość dodana błędne (sic!) tłumaczenie z francuskiego "obsessione" czyli obsesji jako uzależnienia czyli "la dependance", ale cóż, marketing. Poza tym poprzednie perfumy YSL Parisienne, reklamowała Kate Moss, a to już, niezależnie czy po francusku "la dependance" czy zwyczajnie po angielsku "dependance", ale tłumaczenie błędne nie było. Swoją droga ciekawa linia promocji. Jednego jeszcze tylko nie wiem, jak d'Opium pachnie?

piątek, 11 lutego 2011

Mocno rozwinięte lotnictwo

Kiedyś na naszym lotnisku międzynarodowym, musiałem czekać dodatkowe 30 minut na "security check", co w przypadku Okęcia jest samo w sobie wystarczającą karą za korzystanie z naszego przewoźnika.  PLL LOT, bo o nim mowa, zwane na szerokim świecie z angielskiego: LUT - go po kieszeni, oczywiście! Czekałem, bo się Pan Europoseł zawieruszył i biegł zasapany, zziajany odprawić się do Brukseli. Wiecie, ja się nie dziwię, jak się chłop nie podpisze na liście to diety nie będzie i jak tu służyć narodowi efektywnie. Bo że efektownie to wiem i widzę. To taki europoseł co to jest teraz specem od sportu, a szczególnie piłki nożnej. Wcześniej romansował z Samoobroną, a potem to nawet koledzy dziennikarze nie pamiętają ile razy i na jakie kolory się "farbował". Znacie? To ogłaszam konkurs z nagrodami na podanie jego nazwiska! Przy okazji przypomniało mi się, że istniały kiedyś belgijskie  linie lotnicze SABENA. Kiedyś, bo ostatni lot wykonały 7 listopada 2001 roku i wystarczy. Linie te tak dały się we znaki pasażerom wszystkim co złe i gorsze, że wymyślono rozwinięcie ich nazwy brzmiącej w oryginale francuskim: "Société Anonyme Belge d'Exploitation de la Navigation Aérienne", co przytaczam dla porządku. Otóż rozwinięcie to stało się oceną całości działalności SABENY i brzmiało: 
SUCH A BAD (BLOODY) EXPERIENCE NEVER AGAIN!!! Ładne?

czwartek, 10 lutego 2011

Nocny bankomat

Przychodzi kobieta do banku z wieloletnią światowa tradycją i prosi o zamianę "limitu dziennego" na.... "limit nocny", osłupiały  doradca żeby nie parskać śmiechem i nie spaść z krzesła, pyta na granicy powagi, dlaczego? Otóż pani tłumaczy, ze pracuje na drugą zmianę i zawsze jak wraca do domu to jest już po 22.00 i obawia się, że bankomat już jej nie wypłaci!!! Co robi doradca? Profesjonalnie stuka w komputer opisując na GG sprawę koleżance pracującej w sklepie z torebkami, wrzuca słoneczka i "kulające się ze śmiechu główki", a następnie mówi "Proszę Pani, zmieniłam, a do tego zrobiłam pani, BEZPŁATNIE usługę Bankomat 24h, teraz może pani wybrać pieniądze o każdej porze!!!" Żebyście to widzieli, jak Nocna Pani wychodziła zadowolona, szczęśliwa i z peanem o banku na ustach.

środa, 9 lutego 2011

Płytki śniegu na przedwiośniu.

Znajoma kupiła sobie mieszkanie w Piasecznie. Podobno ładne, podobno małe, ale przytulne i podobno z ogromnym kilkunastometrowym tarasem. Super! Podobno? Kiedy spadł pierwszy śnieg, zapytała co robić z białym szaleństwem pokrywającym całość szczelnym kopcem? Przypomniałem sobie, że żona mojego kolegi nagarnia śnieg w worki od śmieci. Nosi je uparcie pod prysznic i spłukuje ciepłą wodą. Nie zdążyłem udzielić tej nieekologicznej porady, kiedy spadła druga warstwa, a następnie przyszła odwilż. Z podroży wysłałem do znajomej sms o treści: "Co tam ze śniegiem?". Otrzymałem odpowiedź: "Śnieg zniknął całkiem. Ze śniegiem  "odeszła" na zawsze  część płytek z balkonu, za to teraz wiem, że nie sypie się soli na oblodzone płytki!". O przepraszam, tego to ja też nie wiedziałem :) Spokojnie. Na wiosnę zrobisz  drewno egzotyczne, albo kostkę betonową, którą to za jej koszmarny antyestetyczny look będą wyrywać z różnych miejsc stolicy. Szczególnie z tych reprezentacyjnych i historycznych. Z flaszką "wody ognistej" proponuję już "uśmiechać" się do "brygad specjalnych", bo przecież piosenka Pana Majstra i Docenta wyraźnie mówi kto tu jest najistotniejszy w systemie: "...przez cały kraj idziemy dwaj, czy deszcz, czy ŚNIEG, czy słota. Bo wszędzie tam, potrzebna jest fachowa robota...Bo dobry Bóg, zrobił co mógł, teraz potrzeba fachowca!!!" Oj Kocie Łby, Kocie łby!!!

Pizza Margerita - Dolce Vita!!!

Święto jak z bajki, We Włoszech i na całym świecie dzisiaj Dzień Pizzy! Uczczę to wielka Margeritą oczywiście na cieniutkim  jak kartka papieru spodzie. Nie nazywam pizzą wyrobów pizzo-podobnych na drożdżowych deklach grubości plastikowego kołpaka od Opla Manta. Polacy robią z pizza rzeczy dziwne, że przytoczyć choćby pizza-kebap (na końcu jest "e", a nie b jak przyjęło się mówić). Przy okazji czy wiecie skąd bierze swój początek pizza Margerita, jedna z najbardziej popularnych? Przypuszcza się, że potrawę w rodzaju pizzy podawali już starożytni Grecy. Były to płaskie chleby posmarowane oliwą, natarte czosnkiem i ziołami. Prawdopodobnie w czasach przejęcia prymatu na terenach śródziemnomorskich przez Romę, placki te trafiły do Wiecznego Miasta. Po sprowadzeniu do Europ pomidorów około 1650 roku w Neapolu ktoś dodał je do pizzy i stały się jej nieodłącznym składnikiem.  Tu na scene w roku 1889 wkracza Margerita, a w zasadzie Małgorzata królowa Włoch. Małgorzata Sabaudzka, a w zasadzie Margherita Maria Teresa Giovanna di Savoia, matka Wiktora Emanuela, księcia Neapolu, poźniejszego Króla Włoch. Małgorzata miała niesamowity dar zjednywania ludzi wszystkich sfer. Pomagala Czerwonemu Krzyzowi, a jej imieniem nazwono trzeci co do wysokości szczyt w Afryce. Wracająć do pizzy, kucharz na cześć władczyni postanowił przygotować specjalna potrawę. Prostą i wykwintną, tak jak lubiła Krolowa. . Skomponował pomidory (czerwony kolor), ser mozzarella (kolor biały) i bazylię (kolor zielony). Tak powstała smaczna kompozycja w kolorach flagi narodowej. pomysl przypadl do gustu Krolowej i dworu i szybko trafil na większość stołów w Italii. Teraz, ponieważ jest juz prawie pierwsza po południu, marsz zjeść królewską pizzę i oczywiście popić to  Chianti lub Masi oczywiście Amarone Costasera Clasico! Mniam. Świat jest piękny!!! Dloce Vita!!!



poniedziałek, 7 lutego 2011

Chiński Nowy Rok - Królika!

Wszystkiego najlepszego z okazji Roku Królika! Wielu moich kolegów i znajomych z Chin, Tajwanu, Wietnamu, Malezji i innych zakątków Azji, a także ze wszystkich China Town na Świecie, jest nadal lekko ogłuszonych kanonadą sztusznych ogni. Nastał nam, kilka zaledwie dni temu, Nowy Chiński Rok, zwany Nowym Rokiem Księżycowym lub w Wietnamie Świętem Wiosny czyli Tet. Obchody trwają często ponad dwa tygodnie, a na główną, sylwestrową noc zużywa się gromadzone tygodniami i kupowane w pośpiechu tony, nie kilogramy, tony fajerwerków. Macie wrażenie, że u nas jest podobnie? Mylicie się, otóż różnica jest taka jak pomiędzy szumem górskiego strumienia, a głową na torowisku pociągu towarowego relacji Śląsk - Warszawa. Kolorem Roku Królika jest kolor zielony, a żywiołem Metal. Królik jest przyjazny, kontaktowy, ale często zbyt ambitny.
Od M galeria Chińskiego Nowego Roku prosto z Paryża http://www.facebook.com/album.php?aid=269790&id=207251779638


Wycięte z mejli

Zacznę od cytatu lub od cytatów.


Czasem zżera mnie zazdrość twórcza, inne blogi działają na mnie jak doping na wyścigowego charta. Tym razem powodem tego jest "Wycięte z maili". To jest po prostu odlot biurowy w najlepszym stylu. Szczególnie dział "Szczyty Wszystkiego".http://wycietezmejli.blogspot.com/ ratujcie moją przeponę!!! 

środa, 2 lutego 2011

Dzień Świstaka

Świstak siedzi?! Słyszeliście? Podobno sreberka, które zawijał były kradzione!!! Dzisiaj, 2 lutego w USA obchodzone jest święto świstaka, a w zasadzie świszcza (podobno to nie to samo - sic!). Tak, czego spodziewać się po kraju, w którym, o mało co, niespełna 200 lat temu wybrano by na godło narodowe indyka!!! Na szczęście "czerwono-grzebieniastego" zjedli i dziękczynili, a na flagi trafił orzeł. Wracając do naszego sympatycznego świszcza, otórz jeżeli 2 lutego zobaczy on swój cień to, według przepowiedni, zima trwać będzie jeszcze sześć tygodni. Jeżeli chmury i pogoda na to nie pozwolą, to jest szansa na jej szybsze odejście. Tu nasuwa się pytanie: jak wyciągnąć świszcza z nory? Na orzeszki? Na lizaki? Na nasionka słonecznika? Na laskę... dynamitu? Idąc dalej, pamiętacie z kreskówki "Sezon na Misia", króliki obserwujące wybuch? polecam, czasem przewijam to kilka razy, oczu oderwać nie mogę i pękam ze śmiechu. Oczywiście sama zabawa w rzucanie królikiem w kogoś, jest nie najlepszą rozrywką szczególnie dla królika w powietrzu. Czego nie można powiedzieć o filmie "Dzień Świstaka", jest doskonały. "Groundhog Day" z 1993 roku z Bilem Murrayem i Andy Mc Dowell w rolach głównych to klasyka. Krótko streszczając: Kiedy stwierdzisz, że dzisiaj jest  najgorszy dzień w Twoim życiu i pomyślisz o tym jak dobrnąć do jutra, to uważaj bo jutro może być znowu 2 lutego i znowu Dzień Świstaka!!! Tak było w filmie aż do momentu kiedy główny bohater nie nauczył się kilku rzeczy i to, o zgrozo, na swoich błędach. Uwielbiam pętle czasowe, powroty i retrospekcje. Dość dodać, że Ion Tichy z "Dzienników Gwiazdowych" Stanisława Lema wpadający w czasoprzestrzenny wir jest the best. Spotyka swoje sobowtóry z różnych dni, wyrywają sobie tabliczkę czekolady i budzą zdziwienie sami sobie swoja obecnością. Boki zrywać. Wieczorem zaproście znajomych na "Dzień Świstaka" ściągnięty z innego portalu od sympatycznego zwierzaka z wystającymi zębami, nie mówię o nutriach. Tylko uważajcie bo jutro... sami wiecie....
P.S. Mój Wujek hodował nutrie, miały pomarańczowe zęby!!!

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Cud miniaturyzacji

Szósta godzina zajęć, studenci maja wzrok jak na wykładzie z Ekonometrii, lekko omdlewają. Nie zasypiają bo ich myśli rozpala dyskusja nad artykułem Hamala i Prahalada "Core Competitions" (polecam, link w załączeniu), a to jak mówić o bitwie pod Łukiem Kurskiego. Jak wiadomo z "Czasu Apokalipsy", nic nie pachnie tak jak napalm o poranku. Tak, ale poranek już dawno za nami, a atmosfera gęsta jak londyńska mgła. Kawa nie działa, napój Adamka/nie Adamka też. Ad rem, wychodzę na korytarz, szukam włącznika klimatyzacji i słyszę: "Ty wiesz co? Mnie to już oczy bolą od tych ściagawek!!!", mówi jeden pierwszoroczniak do drugiego. Panowie, a jak maja nie boleć?! Zamiast się uczyć, choćby próbować, siedzicie po nocach, skanujecie, kserujecie i drukujecie. Dokonujecie cudu miniaturyzacji na miarę pocket radio by Sony, zmniejszacie 1:8, 1:16 a może i 1:32  i  bardziej. Tniecie to później skalpelem jakbyście robili operację na żywej źrenicy komara i zwijacie na zapałkach w rulony jak mikro Torę. Pakujecie to w pudełeczka po dropsach, których wnętrza przypominają Bibliotekę Aleksandryjską. Stan księgozbioru osiąga stan nasycenia gdzieś między północą, a godziną zero czyli szukaniem dogodnego miejsca na sali egzaminacyjnej. Tylko jak Wy na egzaminie długopis znajdziecie?
Hamal & Prahald "Core Competitions" by Harvard Business Review:

piątek, 28 stycznia 2011

Korporacja z dawnych lat

Wczoraj na HR Directors Summit w Warszawie jeden z prelegentów podzielił się z nami następującym spostrzeżeniem o stanie wyjściowym jego firmy: "...jeszcze dwa lata temu produkowaliśmy ten sam produkt w czterech różnych lokalizacjach w Polsce. Mieliśmy cztery niezależne służby sprzedażowe. Teoretycznie miały zakaz konkurencji, ale czesto zdarzało się, że podkupowały sobie odbiorców. Często też w sposób niekontrolowany obniżały ceny...". Czyż to nie piękne?!

Herbatka ze szpiegiem


Zimno coraz bardziej, ręce grabieją, dookoła twarzy obłok wydychanej pary. Przydałoby się napić herbatki albo wódki. Jeśli koegzystująco wymieniam te dwa słowa, napoje, to na myśl przychodzi mi tylko jeden naród – Rosjanie. O ile o piciu wódki przez naszych braci Rusów wiemy dużo i należy się temu zagadnieniu oddzielny artykuł, o tyle o herbatce po rosyjsku wiedzy takowej, dogłębnej nie posiadamy. Po raz pierwszy liście krzewu herbacianego trafiły do Rosji carskiej z Mogołami około 1600 roku i szybko znalazły uznanie jako napój wkustnyj (smaczny), od chińczyków wzięła się też wszechobecna po dzień dzisiejszy nazawa czaj. Po chińsku herbata to: cza-a. Dopiero kilkaset lat później herbatę odkrył naród najbardziej z niej znany czyli Anglicy ze swoim odgiętym imperialnym kciukiem i 5 o'clock. Wracając do Rosjan, dość szybko rozpowszechniły się zasady picia herbaty i źródła historyczne wymieniają trzy podstawowe. Pierwej (pierwszy) z cukrem na zakusku (na zakąskę), pijemy herbatę i gryziemy kostkę lub bryłke cukru po każdym łyku. Można tez ugryźć cukier i pijąc przesączać go  w ustach przez napar. Sposób drugi: na smotrienie (na patrzenie). Pijemy herbatę, a na cukier zaledwie zerkamy lub go delikatnie obwąchujemy. To per analogia do picia spirytusu, no bo pa pierwom nie zakuszajem (po pierwszej nie przegryzamy). Oczywiście po pierwszej szklance, na kieliszki piją baby! Jeśli zostanę w tym miejscu posądzony o szowinizm to zapraszam, każdej adwersażystce zachowując szacunek do płci poleję szklankę i wypiję z nią oczywiście. Drogie Panie macie takie same prawa jak my. Sposób trzeci nie trugajem, (nie ruszamy) herbata ubywa łykami, a cukier sobie leży i nikomu nie przeszkadza.
W Petersburgu woźnicowie  podwózek i wozów z węglem mieli jeszcze dodatkowy zwyczaj przelewania herbaty na spodek i picia siorbiąc z niego. Podobno tak herbata smakuje lepiej i szybciej stygnie, a wriemieni nieskolka (czasu mało) w pracy.
Na koniec anegdota. Jak rozpoznawano w międzywojennej Anglii rosyjskich szpiegów? Otórz akcent i maniery mieli nienaganne z wyjątkiem częstego zapominania o wyjęciu łyżeczki ze szklanki w trakcie picia tee. Bo Rosjanie jej nie wyjmują tylko mocno chwytają kciukiem i odsuwają poza zasięg źrenicy. Wot żyzn (takie życie) towariszcze szpiony (towarzysze szpiedzy).

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Z pola frontu!

Na początek tygodnia przypomnienie klasyka tematu czyli filmu "Złoto dla zuchwałych". Szczególnie lubię scenę rozmowy zdegradowanego oficera, organizatora całej akcji, którego gra Clint Eastwood i cwanego zaopatrzeniowca, granego przez Dona Ricklesa. Kelly (Eastwood) prosi o ostrzał o trzeciej w nocy wskazanego terenu. Crapgeme (Rickley), pyta: "Why?". Eastwood wyjmuje sztabkę złota, podaje ją Rickleyowi i odpowiada pytaniem: "What, why?". Na widok fortuny oczy Crapgema robią się wielkie jak żetony w Las Vega. Crapgame podnosi głowę, uśmiecha się szeroko i odpowiada: "Why? Why? WHY NOT!!!"  -  i tego bym się trzymał w nadchodzącym tygodniu. Znacie?

wtorek, 18 stycznia 2011

Monty Python

– Pańska wątroba! Chcielibyśmy ją zabrać!
– Tak, ale jest jeden problem... Ja z niej korzystam!
– Zdarza się, ale musimy ją zabrać.
– Ale gdy podpisywałem papiery o oddanie organów, pisało tam, że muszę umrzeć!!
– Oczywiście! Żaden pacjent, któremu zabraliśmy wątrobę nie przeżył! 

by Monty Python

Mistrz suspensu w kolorze Ferrari

Znalezione na forum dotyczącym wypożyczalni luksusowych aut: "Piątek, godziny dobrze popołudniowe, niedługo zamykają. Do salonu samochodowego wkracza elegancki, nieco już starszy, ale pełen wigoru pan. Towarzyszy mu niewiarygodnie obłędna Kobieta (oczywiście w wieku jego potencjalnej córki). Chwilę kręcą się pomiędzy wystawionymi samochodami, po czym pan zwraca się do sprzedawcy z pytaniem, czy znalazłby dla pani coś równie pięknego jak ona. Sprzedawca przytomnie odpowiada, że na coś równie pięknego nie ma szans, ale może zaproponować jakieś tam nieduże Audi. Audi się pani podoba, w związku z czym następuje festiwal dobierania wyposażenia, na zasadzie: "kochanie, bierz co chcesz". Po skompletowaniu wyposażenia jak z bajki, podpisują zamówienie - wszystko jak najbardziej correct. W końcu pojawia się kwestia zaliczki. Pan oświadcza,że ma przy sobie 1000,- zł, kasa wedruje na stół. Sprzedawca nieśmiało wtrąca, że będzie to samochód wykonany na specjalne zamówienie, w związku z czym zaliczka wyniesie 10 % wartości, a zatem coś koło 10 tysięcy. Pan bynajmniej się nie wzbrania, tylko w związku z brakiem gotówki zostawia tysiąc, a co do reszty, prosi o podanie konta by załatwić to przelewem. Państwo wychodzą, uczucie widać kwitnie w najlepsze.
Poniedziałek rano. Tuż po otwarciu salonu ponownie zjawia się ten sam pan (tyle że już sam) i prosi o zwrot owego tysiaka, ponieważ jak szczerze wyznaje, chciał sobie po prostu ... (weekend urozmaicić). NO CZYŻ NIE MISTRZ ??? Podobno nie bardzo chcieli mu oddać, bo jednak umowa podpisana, aż sprawa ostatecznie oparła się o prezesa. Temu, jak to usłyszał, szczęka opadła, ale bardzo się ubawił. Potwierdził jednak, że przyjemności kosztują i ostatecznie oddali facetowi 500."
Dodam, że czas oczekiwania na takie zamówione auto, według mojego znajomego to od miesiąca do trzech miesięcy, a więc nie tylko udanego wieczoru, ale również kwartału można by panu życzyć. Co działo się później i do którego salonu trafił MISTRZ jako następnego - forum milczy.
Opublikowane mimo świętego oburzenia moich koleżanek. Co mi tam!!!

czwartek, 13 stycznia 2011

Przysłowie

"Ależ Pan namącił! Powiedziała ryba do tonącego" Cytat z filmu Piekło Pocztowe

Piwo się sturlało

Tragedia popołudniowa. Przed bramą firmy stoi facet w czapce z daszkiem, bluzie z kapturem szczelnie naciągniętej na twarz i w spodniach z licznymi plamami od farby. Przed chwila zadzwonił domofonem i wyłkał "Pani otworzy bramkę, proszę bo mi się piwo skulało do garażu", Koleżanka otwiera szeroko oczy ze zdziwienia i oszołomienia, "Co?". "No piwo mi się skulało!!!", Facet postawił piwo na podjeździe, zawinął rękawem, a puszka poturlała się. A propos, często w sklepie spożywczym, rano widzę ekipy budowlańców zmierzające do pracy pod hasłem "Pani da dwie parówki, jedną śląską grubą i dwa piwa mocne", a nasze apartamentowce rosną jak? Jak falowce!

wtorek, 11 stycznia 2011

Poranna kawa

Kawa espresso w Mediolanie z widokiem na Duomo St. Maria Nascente di Milano czyli Katedrę narodzin Św. Marii, kosztuje 0,85 Euro!!! Więcej kosztować nie może bo ogranicza to Zarządzenie o mocy Ustawy. W Warszawie, Poznaniu i Krakowie, to samo espresso, kosztuje od 6 do 15 zł czyli 1,5 do 3,5 Euro. Nomen omen rodacy nadal na pytanie "Espresso?", odpowiadają "...tak, tak z ekspresu proszę", albo mylnie mówią "ekspreso" dodając uparcie "k". Tak w ogóle nazwa wywaru pochodzi z Włoch, i wbrew powszechnym opiniom nie ma związku z szybkością przygotowania, lecz pochodzi 
od włoskiego przymiotnika "espressivo" co oznacza wyrazisty, wyraźny. 
Smacznego ekspresu, tylko sobie zębów nie połamcie na dyszy ciśnieniowej.

piątek, 7 stycznia 2011

Imiona

Powtarzam za jedną z uczestniczek uroczego rejsu po morzu Śródziemnym: "...godne uwagi było przedstawienie się jednej z naszych koleżanek, na nasze pytanie:"jak masz na imię?"
Odpowiedziała: "jak wolicie: Irena Albo Iwona…" Wybrałyśmy – ALBO!!!  Imię  utrzymało się do końca rejsu. Albo – przepiękne, oryginalne imię!!!
By A.

Prawosławie i po co nabijać Cara w armatę?

Według kalendarza Juliańskiego dzisiaj wyznawcy Cerkwi Prawosławnej obchodzą Boże Narodzenie, a więc Wszystkiego Najlepszego, a w zasadzie:
Na zdjęciu oprócz choinki: Sobór Wasyla Błogosławionego (ros. Собо́р Васи́лия Блаже́нного, początkowo nazywany Собор Покрова Богородицы, что на Рву). Znajduje się na Placu Czerwonym tuż obok Kremla. Zbudowany w latach 1555-60 przez cara Iwana Groźnego miał upamiętniać zwycięstwo w wojnie z kazańskimi Tatarami i zdobycie miasta Kazań. Za autora tego niezwykłego dzieła uchodzi pskowski mistrz Postnik Jakowlew, zwany Barma. Według niektórych historyków w budowie brali udział włoscy mistrzowie, tworząc jedyne w swoim rodzaju połączenie tradycyjnej słowiańskiej architektury i Europejskiego stylu epoki Odrodzenia. Legenda głosi, że po ukończeniu budowli Iwan Groźny rozkazał oślepić architektów, by nigdy więcej nie stworzyli takiego cudu. Początkowa nazwa Soboru czyli: Matki Bożej Opiekunki (Храм Покрова Божией Матери) związana jest ze świętem , które przypadło dokładnie w dniu rozpoczęcia oblężenia Kazania, tj. 01 października 1552 roku. Upamiętnia zajęcie przez cara Iwana Groźnego chanatu tatarskiego - Kazania, części Złotej Ordy. W 1588 roku w dziewiątej, dobudowanej Cerkwi złożono szczątki nawiedzonego Wasyla Błogosławionego, który cara nie lubił, a nawet przepowiadał potępienie Iwana Groźnego. Wtedy to cały sobór przyjął nazwę "Wasilija Błażennego" Dwadzieścia lat później Polacy na czele z niby cudownie ocalałym synem Iwana Groźnego zdobędą Krym gdzie z właściwą sobie fantazją zajmować się będą gwałtami, grabieżami i pijactwem. Wszystko to skończy się powstaniem, zmasakrowaniem zwłok i spaleniem cara-nie cara Dmitrija Samozwańca "psa polskiego". Następnie Rosjanie z właściwą sobie fantazją odeślą jego prochy do, a raczej w kierunku Rzeczpospolitej. Nabiją je do najwiekszej armaty i wystrzelą w kierunku swojej zachodniej granicy, ot życie, zycie!

czwartek, 6 stycznia 2011

Nostalgia za wprawą.

Mój profesor na ostatnich zajęciach z nomen omen Zarządzania Strategicznego, opowiedział następującą dykteryjkę. "Byłem dawno temu na wykładzie Prof. Szaniawskiego. Byłem zbyt młody aby to były moje studia doktoranckie, ale jakiś otwarty wykład. Profesor w pewnym momencie zamarł przed tablicą z kreda w ręku, spojrzał w bezkresną dal i odwrócił się do sali. Powiedział "...ale dlaczego to wszystko, koniecznie musi czemuś służyć, dlaczego musi mieć aspekt praktyczny? Szanowni słuchacz POINTELEKTUALIZUJMY sobie, ot tak dla wprawy!!!". "
Dla wprawy ludzie pływają, czytają, grają w szachy, aczasem trzeba dla tejże samej i dla higieny duszy, zatrzymać się i pointelektualizować sobie - polecam!

środa, 5 stycznia 2011

C+M+B

Jutro katolickie święto Trzech Króli. Po raz pierwszy w Polsce wolne, a więc będę świętował. Skoro "Bierzcie i wypoczywajcie", to dlaczego nie?! Jestem wdzięczny za walkę o kolejne święto. Jako pracownika  - cieszy mnie to. Jako pracodawcę - martwi. Jako jednoosobową działalność gospodarczą - sam nie wiem. Ogólnie irytuje mnie, że sklepy będą zamknięte ot co, a zaczęły się wyprzedaże! Takie śliczniusie rękawiczeniunie widziałem!!!!
Ad rem, Katolicy piszą kredą na drzwiach K+M+B Co to znaczy? Otóż nie, to nie imiona Królów, Kacpra, Melchiora i Baltazara, tylko łacińskie "CHRISTOS MANSIONEM BENEDICAT", czyli "Niech Chrystus błogosławi temu domowi". Ktoś źle przepisał i tak już zostało K zamiast C, co Wy na to? No tak, ale jak powiem, że inna nazwa tego dnia to Dzień Objawienia Pańskiego czyli w prawosławiu (już wkrótce Wigilia), to Epifania. Dawniej to właśnie 6 stycznia rozpoczynał się karnawał, a nie po Sylwestrze. Do 6 trwały tak zwane Gody czyli czas odwiedzin. Kiedyś Katolicy pisali na drzwiach C+M+B aby dać sygnał, świadectwo, że tu mieszkają. Antropologia kultury zna jeszcze kilka takich przepowiedni. W islamie koniec Ramadanu czyli postu to święto Id Al-Fitr, wtedy zabija się zwierzę ofiarne i drzwi domostw marze ich krwią. W Kairze w ten dzień rynsztoki są czerwone od płynącej juchy, a młodzież zostawia krwawe ślady swojej wiary i radości z zakończenia postu na wszystkim. Na samochodach, drzwiach, szybach i ścianach. 
Jutro będzie mniej drastycznie, czyli o Prawosławnej Wigilii i takowej choince.

P.S. Jakiś informatyk napisał na swoich drzwiach Ctrl+Alt+Del mi się podoba!!!

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Rozważna i metro

Pamiętacie książkę Jane Austen "Rozważna i romantyczna"? Otóż w niej własnie matka bohaterki instruowała córkę: "Jeśli nie wiesz o czym rozmawiać w towarzystwie, to rozmawiaj o pogodzie i stanie dróg, moja droga panno!!!". Sen z moich oczu spędza ostatnio stan dróg, tych asfaltowych i tych żelaznych. Dzisiaj naprawdę, sen spędziła mi informacja z CNN. W Pekinie 30 grudnia otwarto uroczyście - a jakże, linię metra. Nie! Moje drogie niedowiarki! Nie jedną, długo wyczekiwaną. Nie dwie, którymi szczyci się stolica tej części Europy zwana Warszawą. Otwarto pięć, słownie PIĘĆ nowych linii metra!!! Otóż od dawna w Pekinie obowiązywały ograniczenia w poruszaniu się samochodami. Na przykład parzyste końcówki numerów w parzyste dni, nieparzyste na odwrót. Przed olimpiadą, kiedy to z dnia na dzień wyrastały w okolicy stadionu dwudziestoletnie drzewa, było jeszcze dziwniej. 1 w poniedziałek, 2 we wtorek i tak do 7 w niedzielę. Nie potrafię znaleźć odpowiedzi co z 8, 9 i 0, może ktoś wie? Oczywiście spadkobiercom Państwa Środka gratuluję. Jedna z "przygodnie" (sic!) zapytanych Chinek, która właśnie nabyła swoje pierwsze auto, powiedziała, że i tak woli korki i spaliny - bo to jej auto. Tacy już są Chińczycy. A o drogach i lewostronnym ruchu w British Commonwealth of Nations - następnym razem. 
Książkę i film "Rozważna i romantyczna" polecam bardzo gorąco.  Szczególnie ekranizację z 1995 roku z Kate Winslet w roli Marianny.

czwartek, 30 grudnia 2010

Stan dróg - Road Train

Miało być o metrze, ale wyszło inaczej. Po australijskich drogach pędzą składy ciężarowe nazywane tam i w USA Road Train. Ciągnik (samochód ciężarowy z kabiną) i trzy, a czasem cztery przyczepy. Dla udokumentowania umieszczam zdjęcie takiego "potwora" w dodatku wypełnionego benzyną. Nie boję się ich, jestem ostrożny, ale wiem że wszystko jest ok. Tymczasem właśnie wybieram się w nie długą, ale też nie najkrótsza wycieczkę. Jak zwykle sen z moich oczy spędza stan dróg do jakiejkolwiek granicy naszego pięknego państwa. Zastanawiam się czasem czy podobnie byłoby gdybyśmy graniczyli z Bułgarią lub Mołdawią? Może wtedy  czułbym ulgę widząc "po naszej stronie", pierwszą płatną i nieczynną toaletę?  Grochówkę z namiotu wojskowego lub flaki wołowe z budy, która wygląda jakby je tam żywcem i z żywca,  pozyskiwali. Wybaczcie nie widzę w tym nic, a nic, a już na pewno nie śmiesznego. Szczególnie wkurzają mnie napisy "Regulacja elektronicznych liczników i tachometrów", nie wiecie o co chodzi? Oj dzieci, dzieci! Kiedy ostatni raz widzieliście w komisie samochód, który miał dziesięć lat i przejechane więcej niż 80.000 km? Oczywiście: pierwszy właściciel, niepaląca kobieta, w kraju od kwartału - sprawny! Otóż to jest własnie efekt oszustów od liczników, jednym kablem robią z 180.000 - 80.000 a z 240.000 110.00 no maksymalnie 120.000 km. Tachometry? To już naprawdę nabity ostry nabój. Kierowca powinien jechać maksymalnie 9-10 h z odpowiednimi przerwami i 11 godzinną przerwą poza samochodem - wypoczynkiem. Tylko, że to się nie opłaca przewoźnikowi, firmie i samemu kierowcy również. Od zawsze wiadomo, ze jesteśmy jednymi z "najlepszych" kierowców na świecie. Na urodzinach cioci chwalimy się "wyczynami" typu 16 godzinny non stop powrót z Chorwacji czy trasa Warszawa - Poznań w 2,45 h  - Idioci!!! ...(osunąłem bo...)... . Wracając do tematu. Po drodze pędzi ciężarówka ważąca ponad 20 ton z kierowcą, który od 15 godzin nie wysiadał. Ich celem jest punkt "regulacji", nie łóżko, nie sen, nie zupa. Dojadą, jeśli? Tarczę lub kartę się wymieni i Tadam! Reset!  Kierowca jak nowy, wsiądzie do swojej kabiny, zegar pokaże pierwszą godzinę, a wiec pojedzie jeszcze kolejne dziesięć - w końcu wypoczął i to za niewielką sumę. Strzeżcie siebie, swoje dzieci i bliskich. Dlaczego tego nie piętnujemy? Bo w naszych polskich genach cwaniactwo jest nadal ważniejsze niż bezpieczeństwo. Mamy na nie nawet własne, usprawiedliwiające i nobilitujące je, określenia: "Umiejętność radzenia sobie". "Zaradność", "Zmysł organizacyjny", wszystko wielkie kłamstwo. Miało być o metrze! Nadrobię to, obiecuje zdjęcie "Regulatorów"

niedziela, 26 grudnia 2010

Do Czytelników - ENLIGHTENMENT!!! (oświecenie), Please !!!

26 grudnia oglądam filmy Disneya. Święta, święta i... jeszcze nie po świętach, więc oglądam filmy Disneya i inne z gatunku kina "Szczęścia, radości i hamburgerów". Nie pytajcie, które? Te co zawsze, co roku, co Święta!!! Obejrzałem już trzy, czuję powoli, błogo napływające odmóżdżenie. Jak miło, jeszcze tradycyjne wiązanie krawatów dla mojego Ojca Zenona i kilka rozmów telefonicznych, bo czas goni...  
Moi Drodzy Czytelnicy, podobno mam Was więcej niż się spodziewałem? Oczekuję więc: Ujawnienia!!! Proszę wstawiajcie komentarze to tego postu, nie oczekuję, imion, nazwisk, lokalizacji, ale nawet jeśli napiszecie "anonim z anonimowa" i kilka słów to będzie mi miło. A więc enlightenment!!! Zrozumiem tych, którzy pozostaną w cieniu, ważne żeby pozostali czytelnikami.
z wyrazami szacunku: 
autor

czwartek, 23 grudnia 2010

Karp mi opadł

Idą Święta? płyną Święta! nowo poznany znajomy, wielbiciel tak jak ja, kuchni restauracji TOGA, powiedział co następuje: Mój znajomy, szef kuchni dużej restauracji stołecznej, napisał do mnie smsa "Stary właśnie na kuchnie wjechało mi trzydzieści żywych karpi!!! Chyba je poproszę o zbiorowe rytualne świąteczne samobójstwo!!!". Wczoraj wędkarz z Suwałk złapał karpia rekordzistę, ważył ponad dwadzieścia osiem kilogramów.  Szczęśliwiec wraz z kolegami jest miłośnikiem filmów Barei więc nazwał karpia Rysiek, zrobił sobie zdjęcie  i wypuścił rybsko na wolność, do wody. Jak wiadomo trudno łowić ryby w mętnej wodzie, a takowej u nas pod dostatkiem, a więc karpiowi "Szerokiej rzeki". Wędkarzowi dziękujemy, a wszystkim po łusce do portfela. 
(relacja na żywo z Togi - Wasz Radek)

wtorek, 21 grudnia 2010

Obrazkowo II czyli wyjaśnienie co robią zwierzęta !!!

Koleje Państwowe -stoi na stacji lokomotywa!

Wczoraj wieczorem z ogromną przyjemnością słuchałem Prof. Leszka Balcerowicza w programie Lisa. Nazwisko tego pierwszego piszę na stojąco, ten drugi nie przeszkadzał nadmiernie, na szczęście, a więc nie będę utyskiwał przed Świętami. Prof. mówił o długu publicznym uświadamiając nam, że co dnia rośnie on o ponad 170 mln zł, czy to dużo czy nie? Dla zwykłego Nowaka i Kowalskiego to bez znaczenia bo poza granicą abstrakcji. W kieszeni też ani od tego więcej monet na karpia, ani mniej. Mamy swoje problemy i dłuższej perspektywy, jeśli nie podana jest populistycznie i głośno ze sztandarami, większość z nas nie dostrzega. Profesorowi w tym miejscu dziękujemy. 
My zajmijmy się naszymi kolejami czyli PKP. Wracałem w dniu Armagedonu czyli zmiany rozkładu jazdy, z Krakowa. Pociąg do Warszawy był, o dziwo, prawie punktualny. Co prawda wagonu numer 6 na który miałem bilet nie było, ale był za to wagon numer 13! Jak wiadomo 13 grudnia w wagonie numer 13 a do tego miał być przedziałowy, a był "lotniczy", no to znaczy z przedziałem, ale takim jednym wielkim. Śmieszne było to, że z powodu spóźnienia zamiast nazywać się "Modrzejewska", przyjechał "Norwid". Zamiast jechać Divą sceny, pojechałem więc Mistrzem literatury tym od słynnego cytatu "Jak tu grać na tak małej i niepoukładanej scenie, gdzie wszystkich, wszystkie grają cienie?". Moja Przyjaciółka Aga powiedziała mi, post factum, że nie należy kupować skrajnych miejscówek bo często one po prostu nie istnieją. Numery kończą się o kilka numerów wcześniej lub nie zaczynają od "1" a od "4" dlaczego, nie wiadomo?
Ad rem!!! Dzisiaj w radio usłyszałem, że ktoś dokonał podliczenia Dnia Armagedonu i okazało się, że w dziewięć dni od 12 do 19 grudnia, polskie koleje... Państwowe - a jakże!!! Spóźniły się o łącznie 197 ... ale nie godzin, a DNI !!! To też jest poza moją granicą percepcji!!! Dla poprawy humoru dodam, że średnia prędkość pociągów ekspresowych w Indiach wyniosła za zeszły rok: 42 km/h, ale to zarządu PKP nie usprawiedliwia w najmniejszej mierze!!! A Wars wita nas, Wars wita nas, Wars...

Na zdjęciu: MAGLEV - kolej w Szanghaju 417 km/h do 17.00 do 22.00 to już tylko 310 km/h - słabo prawda?

niedziela, 19 grudnia 2010

Obrazkowo cz. I

Znalazłem poniższe rysunki w pubie Studia na krakowskim Kazimierzu. Nie ważne, że to reklama nowej marki dla dzieci, ale jaka fajna!!!



Następny obrazek umieszczę jak, zgodnie z instrukcją, sobie pobabracie ten!

piątek, 17 grudnia 2010

Na weekend

Dawno temu mieszkałem w Poznaniu na strychu przy  ulicy Gajowej. Za oknem był przepiękny widok na Stare Zoo. Dokładnie na basen z wiecznie bawiącymi się fokami i wyspę pełną lemurów Kata. Wtedy to postanowiłem zrobić w moim pokoju wielką szafę. W tym celu znalazłem odpowiedniego stolarza i zleciłem pracę. Tydzień później gdy szafa osiągnęła już realne kształty, wróciłem do domu wcześniej i zastałem Pana Stolarza przy pracy. Otórz trzymając w ustach pęk wkrętów do drewna, a w ręku młotek, robił co następuje. Brał kolejne wkręty w lewą dłoń i następnie wbijał je w szafę!!! To nie pomyłka: wbijał młotkiem, nie wkręcał!!! Na mój okrzyk "Panie Czesiu co Pan najlepszego robi!?!". usłyszałem odpowiedź, którą dedykuję na nadchodzący weekend z podtekstem przed świątecznym "Wyluzuj to tylko Święta!"
Panie Radku:
"Wbity wkręt trzyma lepiej niż wkręcony gwóźdź!!!" - wyluzuj.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

47 Roninów i pociąg do Krakowa

Kiedy po raz kolejny tej zimy próbowałem odśnieżyć swój samochód, wydobyć go z zaspy, a następnie otworzyć drzwi, złamałem drugi, również tej zimy, klucz – byłem wściekły. Kiedy jednak samochód uruchomić się nie dał, immbilaiser odmówił odblokowania silnika a  spod maski dobiegło żałosne wuuuww, wuuww, zamiast ryku 155 włoskich koni mechanicznych -  byłem bliski harakiri. Nie, nie na sobie, każe jemu, a raczej jej rozciąć sobie przed brama wjazdową do serwisu blok silnika i zbryzgać olejem biuro tego pajaca, który rok temu za nie pomne jak wyskoka sumę „naprawił” mi system i centralny zamek. Dlaczego? Na znak protestu, i tu jak myśl złota wskoczyła mi opowieść o największym rytualnym samobójstwie w historii Japonii i o pewnym dokumencie, który można oglądać do dziś w Świątyni Sengakuji w Tokio.

Otóż trzysta lat temu na zamku w Edo czyli dzisiejszym Tokio jeden z samurajów poczuł się zlekceważony przez drugiego i dobył katany czyli długiego miecza. Potyczka toczyła się aż Kira Kozeukenosuke i lord Asano Takuminokati zostali rozdzieleni przez strażników. Wiedzieć trzeba, że na zamkach panował wydany przez Shoguna zakaz dobywania, a nawet poruszania się z bronią z powodów dość oczywistych. Karą za nie zastosowanie się miała być śmierć, która w przypadku samurajów najpierw oznaczała nakaz popełnienia przez delikwenta rytualnego samobójstwa, a dopiero później ścięcie mu głowy.  Problemem było wyznaczenie na seppuku niegodnego miejsca, którym miał stać się ogród, powszechnie używany ścinania złodziei i drobnych przestępców podatkowych, jak również w chwilach przerw… do przechadzek i czytania haiku (krótkie wiersze bez rymu: Deszcz pada, a moja głowa szeleści pod górę etc, etc). Asano popełnił seppuku, a cwanemu Kirze udało się wymigać od „straty głowy”. Rozdział drugi nastąpił rok później kiedy to na zamek Kiry wdarło się 47 Roninów czyli bezpańskich Samurajów, pozbawionych głowy jak również reszty swego pana Asano rok wcześniej. W akcie zemsty zabili Kirę i odcięli mu głowę. Następnie zanieśli ją na cmentarz gdzie pochowano ich Pana i złożyli na jego grobie. Nie zaniedbali spraw formalnych, od opiekuna miejsca pochówku uzyskali stosowne pokwitowanie z pieczęcią urzędową o przekazaniu głowy adwersarza. Z pokwitowaniem oddali się w ręce władzy i popełnili zbiorowe seppuku jako akt kary i lojalności, skruchy i oczyszczenia ich rodzin z tego co zrobili. Jeden z nich się wykpił, historii nie wspomina jak, bo kto chciałby rozwodzić się nad niegodziwcem i tchórzem? Ciała samurajów złożona w świątyni Sengakuji, a kwit potwierdzający rozliczenie się z głowy Kiry można oglądać w części muzealnej po dziś dzień. Przyznać trzeba, że zrobili to z głową.  Hai!!!

wtorek, 7 grudnia 2010

Lost in translations

Pewien Chińczyk mieszkający w NY na tyle niedługo aby opanować tajniki Mc języka, ale wystarczająco długo aby adaptować swoja sztukę kulinarną do gustu i pojęcia o chinesse food zjadaczy hamburgerów, otworzył bar na rogu Time Square. W witrynie większości  tego typu przybytków widnieje napis TAKE AWAY czyli Na wynos, on jednak napisał TAKE AND RUN AWAY i nie wiem do tej pory czy miał na myśli Maraton nowojorski czy wpływ ostrości kuchni syczuańskiej na perystaltykę jelit? Natomiast zainspirował mnie aby za Igorem Zalewskim przytoczyć kilka znalezionych podobnych kwiatków. Tajwan: "If  there is anything we can do to assist and helpyou, please do not contact us" (Jeżeli możemy w jakiś sposób Państwu pomóc, prosimy o brak kontaktu). Kopenhaga: "Take care of burglars", (ępiekuj sie złodziejami). Restauracja w Indiach: "Deep fried fingers of my lady", (Palce mojej pani smażone w głębokim tłuszczu). Wietnamski fast food: "Pork with fresh garbage", (Wieprzowina ze świeżymi śmieciami). Hotel gdzieś w Europie "Please hang yourself here", (Powieś się tutaj  sam- prosimy). Szwajcaria: "We have nice bath and we are very good in bed", (Mamy ładne łazienki i jesteśmy bardzo dobrzy w łóżku). Od siebie dodam, że lat temu nie pomnę ile na Targach poznańskich podawano: "Dring z sokiem pomarańczowym", a w samolocie pewien rodak zamówił: "Orenge juice please - może być jabłkowy" i to już jest dla mnie złota reneta fantazji językowej. Igor znalazł jeszcze specjalny koktajl dla Pań w Tokio "Specjal coctails for the ladies with nuts" (...czyli koktajl z jajami dla Pań). 

piątek, 3 grudnia 2010

Drugie prawo antygrawitacji

Myślenie nie pomaga w przezwyciężaniu "oporu", nie tylko materii. Działaj, popełniaj błędy, pamiętaj  żeby się na nich uczyć i popełniaj je znowu te lub inne, ale działaj.
1) Rodzina, znajomi, miejsce pracy (nauki) - to wszystko ogranicza twój potencjał
2) Trzymaj swój umysł z dala od spraw sercowych
3) Zawsze w życiu idziesz którąś z dróg. Wybieraj tą, którada Tobie najpiękniejsze wspomnienia
4) Wątpić to nie "mieć wątpliwości" - wątpić to ich nierozwiewać

czwartek, 2 grudnia 2010

Pierwsze prawo antygrawitacji

Zielony groszek, kukurydza i Twoje myśli nie mogą czuć się związane z prawem ciążenia, to ogranicza fantazję.