"Przyloty-odloty” to blog o podróżach, ale nie tylko. Wiadomym jest, że pomiędzy wyprawami, wycieczkami, a nawet spacerami, jak zza węgła pojawia się czas "nie-podróżny". Wtedy to człowiek choć trochę "świata-ciekaw", zajmuje się obserwowaniem, porównywaniem i zadawaniem pytań. Często pozostających bez odpowiedzi. Tropienie dulszczyzny i drobnomieszczaństwa jest pasją samą w sobie. "Świata-ciekaw" wspomina również czasy mniej lub bardziej odległe, bez znaczenia czy w przeszłość, czy w przyszłość. Tak więc startuję z blogiem, w którym pełno okruchów i odbić. Pełno tu odlotów moich bliskich i znajomych, obserwacji otaczającego mnie życia i relacji z podróży oczywiście! Postaram się wpleść również własne - i nie tylko - zdjęcia, cytaty i fragmenty, przy których przystanąłem i postanowiłem się nimi podzielić. Zanim zacznę pozwólcie, że cytując Kabaret Starszych Panów powiem: „Drzwi opatrzyłbym w inskrypcję, przedsięwzięto Ekspedycję”/ Radek


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odloty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odloty. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 marca 2011

Poszukuję kieliszka

Zawsze, od początku działalności "artystycznej", wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Poszukuję kieliszków o pojemności 13 i 24 ml oraz 7 i 12 ml dla gości płci pięknej. Pośrednie mnie nie interesują. Jak nie znajdę to będę pił zdrowotnie w 50-tkach albo, nowo modnie pubowo, w 40-tkach i to wcale na zdrowie mi już nie wyjdzie. Znowu "Seta-Meta-Galareta"? Powrót nocnym do domu, wschód słońca nad Wisłą skrzącą się krą? O rany, ale bzdury! Materiał poglądowy otrzymałem od fachowej służby medycznej. Sto lat!

czwartek, 17 lutego 2011

Ptasi mandat

W związku ze zmianą Ustawy prawo o ruchu drogowym, podobno mają byc likwidowane atrapy fotoradarów? Policja nie robi absolutnie nic w tej sprawie. Rzecznik prasowy Komendy Głównej twierdzi, że to nie atrapy, tylko: "Przygotowane do montażu w przyszłości obudowy z ustaloną lokalizacją". Mam w takim razie rozwiązanie alternatywne, znalezione w jednym z czasopism. Wybijamy szybkę, montujemy patyczek, może być drzewniany czyli ekologiczny. Mamy budkę lęgową. Wzór na załączonym zdjęciu. Jeśli zostanie ona wybrana  przez na przykład szpaka, można go namówić do współpracy. Niech gwiżdże na widok nadjeżdżających piratów drogowych. Jeśli to będzie dzięcioł, niech wystukuje numery tablic rejestracyjnych na wymiennej deseczce. Po prostu green power! Poza tym dlaczego mówi się piraci drogowi? Pirat to takie romantyczne, nie lepiej zwykli   bandyci?!

środa, 13 stycznia 2010

Filozofia pocztowa i nazwy ulic

Czekam grzecznie wczorajszego ranka na poczcie, a na poczcie w dzień targowy takie słyszy się rozmowy: Pan przy okienku do pani za okienkiem. "Znowu pomyliliście adresy! Ile razy mam zmieniać, ja już nawet tamtemu człowiekowi numer komórki zostawiłem żeby znaczków nie odsyłał, przecież ja je zbieram!", "...ale o co panu chodzi, co się stało?". "Jak to co, znowu wysłaliście przesyłkę na Arystotelesa, a ja mieszkam na Arystofanesa, czy ja piszę niewyraźnie?". Zdziwienie i zaduma w oczach pani rozlały się po sali jak śmietana w  barszczu. Były gęste, mętne i bez refleksji.  W sumie to czego facet chce, kobieta kojarzy tylko jedno nazwisko ze starożytnej rzeczywistości, nie licząc lektury "Mitologii" Parandowskiego, ale to nie o filozofii było! Tak wiec, jaka jest różnica dla przeciętnego poczmistrza miedzy Ojcem założycielem szkoły w Ogrodach Likajonu, a autorem "Sejmu niewieściego"? Żadna! Nie dość wspomnieć, ze pierwszy rodzi się zaledwie rok przed śmiercią drugiego, że zajmują się innymi dziedzinami życia, że jeden pisze o logice, a drugi o soczewce. Różnica jest dokładnie żadna. W czasach poprzednich ustrojów władza wymyśliła greckie osiedle aby jak najdalej było od ulic: 17 Września, 3 Maja czy choćby Rejtana. No niechby taki obywatel z Rejtana nagle został opozycjonistą? Choćby przez przypadek ,jak obywatel Piszczyk! Od razu mamy kryzys i temat dla imperialistycznych mediów. Grecy wydawali się bezpieczni i już. Gdyby mój Ojciec Zenon odbierał pocztę z adresu na Eurypidesa to co najwyżej łamał by sobie język, ale czy mieszkańcy Epikura to epikurejczycy? Może tak? W końcu na co dzień również zastanawiają się nad życiem szczęśliwym. W USA jeśli mówisz: Levis-Strauss, to w większości jesteś rozumiany jako miłośnik jeansów, a nie filozofii. Równie dobrze można się zastanawiać czy ulica Diogenesa jest diagonalna, skośna? Swego czasu na Kulturoznawstwie o mało nie zemdlałem przy wielotygodniowym rozpatrywaniu Heglowskiego paradygmatu istnienia. W kolejnym semestrze było jeszcze ciekawiej, płynęliśmy z Malinowskim na wyspy Trobriandzkie, ale dlaczego sześć miesięcy?! A moi znajomi spokojnie mieszkają na osiedlu Bajkowym, ściślej na ulicy Makowej Panienki, o zgrozo!

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Dykcja, a banany

Mój kolega, który odnalazł się był po imprezie sylwestrowej: dwa dni później, sześć butelek i 250 km dalej. Rankiem prosto z PKP poszedł do osiedlowego sklepu aby nabyć porcję naturalnej witaminy C. Wszedł, powiedział mniej więcej "Dzińdybły", i zatopił rozkalibrowany wzrok w  skrzynkach pełnych owoców i warzyw. Z letargu wyrwała go sklepowa  Janina,  "Tak, słucham?". Wypadało by zadać pytanie pełnym zdaniem, pomyślał, ale do tego zdolny jeszcze nie był więc rzucił jako stały bywalec "Czy cytryny?" (w domyśle - są?), "Nie, nie ma trzech, są tylko dwie i to zeszłoroczne", Nie od razu zorientował się, że pytajnik stał się cyfrą, więc podziękował i niepyszny poszedł po Ibuprom, oczywiście max. 
Przypomniała mi się, przy pisaniu tej historyjki, zasłyszana rozmowa z lat 80 na ulicy Poznania zwanej jeszcze wtedy Armii Czerwonej a dziś Św. Marcin. Koniecznie należy wymawiać to w mianowniku, aby pokazać swoja znajomość lokalnych zwyczajów i trendów. Otóż kupujący zapytał sprzedawcę przy jego  ulicznym łóżko-straganie polowym, aż łza się kręci na samo wspomnienie, "Panie, a te banany to aby świeże?, "Oczywiście, że świeże - DZISIEJSZE!!!"

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Francuzi w Bieszczadach


Dawno, dawno temu, kiedy mój angielski pozwalał mi wyłącznie na zamówienie herbaty, a o cukrze mogłem co najwyżej pomarzyć, powierzono mi delegację skautów z Francji. Delegacja przyjechała własnym Fordem Transitem w kolorze Blanc. Pewnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę wielką pętlą bieszczadzką. Wjechaliśmy na serpentynę między Ustrzykami Górnymi a Wetliną. Asfalt był rozgrzany jak napalm. Wtem jeden ze skautów otworzył tylne boczne drzwi, trzymając się uchwytu jak amerykański żołnierz w helikopterze nad polami ryżowymi w Wietnamie. Rozpiął rozporek i zaczął oddawać mocz na podwójną ciągłą. Przyznać trzeba, że dość celnie! Natychmiast zareagowałem „What are you doing! It's dangerous!” W odpowiedzi usłyszałem „No, no, it isn't dangerous, it's only difficult!!!”. Krztusząc się śmiechem pomyślałem tylko: “Oui, bien, tres bien! Mon Ami!!!”

Moja koleżanka Mi

Mi chodzi do pracy na godzinę 8.00, a wiec co rano wstaje między 8.20 a 8.40 i po głośnym, trzykrotnym "Uuuuuu", "Aaaaaa" i tradycyjnym pozytywnym "Życie jest do d..." podnosi się z łóżka. Człapie do łazienki, gdzie wmawia sobie, że dwadzieścia sześć lat to jeszcze nie jest staropanieństwo. Następnie idzie do "fabryki", aby właściciele mogli zatankować bak swojego jachtu na Karaibach "z czubkiem". Miłego dnia Mi !!!

niedziela, 27 grudnia 2009

Mój Ojciec Zenon


Mój Ojciec Zenon ma 4 punkty karne. Za co? Aaa złapał mnie taki łamaga w mundurku bo nie miałem świateł włączonych. Ojciec!!! Dlaczego nie włączasz świateł w dzień? A po co? Przecież ja wszystko widzę!


Wigilia po "polsku"

Weź: cukier, glutaminian sodu, sól, maltodekstrynę, nie zapomnij dorzucić regulator kwasowości. Wszystko wrzuć do garnka, podgrzewaj powoli, mieszając. Gorące rozlej do świątecznych czarek lub talerzy. Dopraw do smaku i zasiądź z bliskimi. Oj zapomniałem o koncentracie z suszonych czerwonych buraków - 17%!!! Bez tego przecież „prawdziwy” barszcz wigilijny nie może się udać. Smacznego.