piątek, 11 lutego 2011
Mocno rozwinięte lotnictwo
Kiedyś na naszym lotnisku międzynarodowym, musiałem czekać dodatkowe 30 minut na "security check", co w przypadku Okęcia jest samo w sobie wystarczającą karą za korzystanie z naszego przewoźnika. PLL LOT, bo o nim mowa, zwane na szerokim świecie z angielskiego: LUT - go po kieszeni, oczywiście! Czekałem, bo się Pan Europoseł zawieruszył i biegł zasapany, zziajany odprawić się do Brukseli. Wiecie, ja się nie dziwię, jak się chłop nie podpisze na liście to diety nie będzie i jak tu służyć narodowi efektywnie. Bo że efektownie to wiem i widzę. To taki europoseł co to jest teraz specem od sportu, a szczególnie piłki nożnej. Wcześniej romansował z Samoobroną, a potem to nawet koledzy dziennikarze nie pamiętają ile razy i na jakie kolory się "farbował". Znacie? To ogłaszam konkurs z nagrodami na podanie jego nazwiska! Przy okazji przypomniało mi się, że istniały kiedyś belgijskie linie lotnicze SABENA. Kiedyś, bo ostatni lot wykonały 7 listopada 2001 roku i wystarczy. Linie te tak dały się we znaki pasażerom wszystkim co złe i gorsze, że wymyślono rozwinięcie ich nazwy brzmiącej w oryginale francuskim: "Société Anonyme Belge d'Exploitation de la Navigation Aérienne", co przytaczam dla porządku. Otóż rozwinięcie to stało się oceną całości działalności SABENY i brzmiało:
SUCH A BAD (BLOODY) EXPERIENCE NEVER AGAIN!!! Ładne?
czwartek, 10 lutego 2011
Nocny bankomat
Przychodzi kobieta do banku z wieloletnią światowa tradycją i prosi o zamianę "limitu dziennego" na.... "limit nocny", osłupiały doradca żeby nie parskać śmiechem i nie spaść z krzesła, pyta na granicy powagi, dlaczego? Otóż pani tłumaczy, ze pracuje na drugą zmianę i zawsze jak wraca do domu to jest już po 22.00 i obawia się, że bankomat już jej nie wypłaci!!! Co robi doradca? Profesjonalnie stuka w komputer opisując na GG sprawę koleżance pracującej w sklepie z torebkami, wrzuca słoneczka i "kulające się ze śmiechu główki", a następnie mówi "Proszę Pani, zmieniłam, a do tego zrobiłam pani, BEZPŁATNIE usługę Bankomat 24h, teraz może pani wybrać pieniądze o każdej porze!!!" Żebyście to widzieli, jak Nocna Pani wychodziła zadowolona, szczęśliwa i z peanem o banku na ustach.
środa, 9 lutego 2011
Płytki śniegu na przedwiośniu.
Znajoma kupiła sobie mieszkanie w Piasecznie. Podobno ładne, podobno małe, ale przytulne i podobno z ogromnym kilkunastometrowym tarasem. Super! Podobno? Kiedy spadł pierwszy śnieg, zapytała co robić z białym szaleństwem pokrywającym całość szczelnym kopcem? Przypomniałem sobie, że żona mojego kolegi nagarnia śnieg w worki od śmieci. Nosi je uparcie pod prysznic i spłukuje ciepłą wodą. Nie zdążyłem udzielić tej nieekologicznej porady, kiedy spadła druga warstwa, a następnie przyszła odwilż. Z podroży wysłałem do znajomej sms o treści: "Co tam ze śniegiem?". Otrzymałem odpowiedź: "Śnieg zniknął całkiem. Ze śniegiem "odeszła" na zawsze część płytek z balkonu, za to teraz wiem, że nie sypie się soli na oblodzone płytki!". O przepraszam, tego to ja też nie wiedziałem :) Spokojnie. Na wiosnę zrobisz drewno egzotyczne, albo kostkę betonową, którą to za jej koszmarny antyestetyczny look będą wyrywać z różnych miejsc stolicy. Szczególnie z tych reprezentacyjnych i historycznych. Z flaszką "wody ognistej" proponuję już "uśmiechać" się do "brygad specjalnych", bo przecież piosenka Pana Majstra i Docenta wyraźnie mówi kto tu jest najistotniejszy w systemie: "...przez cały kraj idziemy dwaj, czy deszcz, czy ŚNIEG, czy słota. Bo wszędzie tam, potrzebna jest fachowa robota...Bo dobry Bóg, zrobił co mógł, teraz potrzeba fachowca!!!" Oj Kocie Łby, Kocie łby!!!
Pizza Margerita - Dolce Vita!!!
Święto jak z bajki, We Włoszech i na całym świecie dzisiaj Dzień Pizzy! Uczczę to wielka Margeritą oczywiście na cieniutkim jak kartka papieru spodzie. Nie nazywam pizzą wyrobów pizzo-podobnych na drożdżowych deklach grubości plastikowego kołpaka od Opla Manta. Polacy robią z pizza rzeczy dziwne, że przytoczyć choćby pizza-kebap (na końcu jest "e", a nie b jak przyjęło się mówić). Przy okazji czy wiecie skąd bierze swój początek pizza Margerita, jedna z najbardziej popularnych? Przypuszcza się, że potrawę w rodzaju pizzy podawali już starożytni Grecy. Były to płaskie chleby posmarowane oliwą, natarte czosnkiem i ziołami. Prawdopodobnie w czasach przejęcia prymatu na terenach śródziemnomorskich przez Romę, placki te trafiły do Wiecznego Miasta. Po sprowadzeniu do Europ pomidorów około 1650 roku w Neapolu ktoś dodał je do pizzy i stały się jej nieodłącznym składnikiem. Tu na scene w roku 1889 wkracza Margerita, a w zasadzie Małgorzata królowa Włoch. Małgorzata Sabaudzka, a w zasadzie Margherita Maria Teresa Giovanna di Savoia, matka Wiktora Emanuela, księcia Neapolu, poźniejszego Króla Włoch. Małgorzata miała niesamowity dar zjednywania ludzi wszystkich sfer. Pomagala Czerwonemu Krzyzowi, a jej imieniem nazwono trzeci co do wysokości szczyt w Afryce. Wracająć do pizzy, kucharz na cześć władczyni postanowił przygotować specjalna potrawę. Prostą i wykwintną, tak jak lubiła Krolowa. . Skomponował pomidory (czerwony kolor), ser mozzarella (kolor biały) i bazylię (kolor zielony). Tak powstała smaczna kompozycja w kolorach flagi narodowej. pomysl przypadl do gustu Krolowej i dworu i szybko trafil na większość stołów w Italii. Teraz, ponieważ jest juz prawie pierwsza po południu, marsz zjeść królewską pizzę i oczywiście popić to Chianti lub Masi oczywiście Amarone Costasera Clasico! Mniam. Świat jest piękny!!! Dloce Vita!!!
poniedziałek, 7 lutego 2011
Chiński Nowy Rok - Królika!
Wszystkiego najlepszego z okazji Roku Królika! Wielu moich kolegów i znajomych z Chin, Tajwanu, Wietnamu, Malezji i innych zakątków Azji, a także ze wszystkich China Town na Świecie, jest nadal lekko ogłuszonych kanonadą sztusznych ogni. Nastał nam, kilka zaledwie dni temu, Nowy Chiński Rok, zwany Nowym Rokiem Księżycowym lub w Wietnamie Świętem Wiosny czyli Tet. Obchody trwają często ponad dwa tygodnie, a na główną, sylwestrową noc zużywa się gromadzone tygodniami i kupowane w pośpiechu tony, nie kilogramy, tony fajerwerków. Macie wrażenie, że u nas jest podobnie? Mylicie się, otóż różnica jest taka jak pomiędzy szumem górskiego strumienia, a głową na torowisku pociągu towarowego relacji Śląsk - Warszawa. Kolorem Roku Królika jest kolor zielony, a żywiołem Metal. Królik jest przyjazny, kontaktowy, ale często zbyt ambitny.
Od M galeria Chińskiego Nowego Roku prosto z Paryża http://www.facebook.com/album.php?aid=269790&id=207251779638
Od M galeria Chińskiego Nowego Roku prosto z Paryża http://www.facebook.com/album.php?aid=269790&id=207251779638
Wycięte z mejli
Zacznę od cytatu lub od cytatów.
- UWAGA DO ZDJĘCIA: "GENERALNIE LUDZIE NA ZDJĘCIU SĄ W PORZĄDKU Z WYJĄTKIEM TEJ BABKI PO PRAWEJ, PRZECIEŻ ONA WYGLĄDA JAK UPALONA. ICH ŚMIECH...
- "UCINAM W TEJ CHWILI WYMIANĘ MEJLI I USTALAM, ŻE JA OPIEPRZAM, A TY JESTEŚ OPIEPRZANY, BO INACZEJ SIĘ POGUBIMY...SORRY TAKI JOB"
- NAJWIĘKSZY PRODUCENT KONSERW POPROSIL NAS O PRZYGOTOWANIE KONKRETNYCH MATERIAŁÓW REKLAMOWYCH, KTÓRE MIAŁY DYNDAĆ W SKLEPACH PRZED ŚWIĘTAMI. ..
- „UWAGA TAKA JEST. OD DWÓCH DNI WASZ OPERATOR SKŁADA NAM ULOTKĘ I NA OBRAZKACH POJAWIAJĄ SIĘ NIEWŁAŚCIWE PRODUKTY. PO 2 LATACH PRACY POWINIEN...
- "NA SESJI BĘDZIE GOŚĆ OD NAS, KTÓRY POKROI WĘDLINY, ŻEBY ZACHOWAĆ STRUKTURĘ ŻYŁEK I ZDROWĄ, EKOLOGICZNĄ FAKTURĘ, WYWODZĄCĄ SIĘ Z DŁUGIEJ TRA...
- DRODZY PRACOWNICY, PO WNIKLIWYCH OBSERWACJACH I WIELU SKARGACH OD PRACOWNIKÓW, ZARZĄD NASZEJ FIRMY POSTANOWIŁ WPROWADZIĆ ZAKAZ UŻYWANIA WULG...
- "SORRY ZA PORÓWNANIE, ALE WOLĘ, ŻEBY MÓJ BILBOARD BYŁ SEKSOWNĄ BLONDYNKĄ, A NIE SZPETNĄ LAMPUCERĄ SCHOWANĄ ZA DRZEWAMI NA ŻWIRKI I WIGURY"
Czasem zżera mnie zazdrość twórcza, inne blogi działają na mnie jak doping na wyścigowego charta. Tym razem powodem tego jest "Wycięte z maili". To jest po prostu odlot biurowy w najlepszym stylu. Szczególnie dział "Szczyty Wszystkiego".http://wycietezmejli.blogspot.com/ ratujcie moją przeponę!!!
środa, 2 lutego 2011
Dzień Świstaka
Świstak siedzi?! Słyszeliście? Podobno sreberka, które zawijał były kradzione!!! Dzisiaj, 2 lutego w USA obchodzone jest święto świstaka, a w zasadzie świszcza (podobno to nie to samo - sic!). Tak, czego spodziewać się po kraju, w którym, o mało co, niespełna 200 lat temu wybrano by na godło narodowe indyka!!! Na szczęście "czerwono-grzebieniastego" zjedli i dziękczynili, a na flagi trafił orzeł. Wracając do naszego sympatycznego świszcza, otórz jeżeli 2 lutego zobaczy on swój cień to, według przepowiedni, zima trwać będzie jeszcze sześć tygodni. Jeżeli chmury i pogoda na to nie pozwolą, to jest szansa na jej szybsze odejście. Tu nasuwa się pytanie: jak wyciągnąć świszcza z nory? Na orzeszki? Na lizaki? Na nasionka słonecznika? Na laskę... dynamitu? Idąc dalej, pamiętacie z kreskówki "Sezon na Misia", króliki obserwujące wybuch? polecam, czasem przewijam to kilka razy, oczu oderwać nie mogę i pękam ze śmiechu. Oczywiście sama zabawa w rzucanie królikiem w kogoś, jest nie najlepszą rozrywką szczególnie dla królika w powietrzu. Czego nie można powiedzieć o filmie "Dzień Świstaka", jest doskonały. "Groundhog Day" z 1993 roku z Bilem Murrayem i Andy Mc Dowell w rolach głównych to klasyka. Krótko streszczając: Kiedy stwierdzisz, że dzisiaj jest najgorszy dzień w Twoim życiu i pomyślisz o tym jak dobrnąć do jutra, to uważaj bo jutro może być znowu 2 lutego i znowu Dzień Świstaka!!! Tak było w filmie aż do momentu kiedy główny bohater nie nauczył się kilku rzeczy i to, o zgrozo, na swoich błędach. Uwielbiam pętle czasowe, powroty i retrospekcje. Dość dodać, że Ion Tichy z "Dzienników Gwiazdowych" Stanisława Lema wpadający w czasoprzestrzenny wir jest the best. Spotyka swoje sobowtóry z różnych dni, wyrywają sobie tabliczkę czekolady i budzą zdziwienie sami sobie swoja obecnością. Boki zrywać. Wieczorem zaproście znajomych na "Dzień Świstaka" ściągnięty z innego portalu od sympatycznego zwierzaka z wystającymi zębami, nie mówię o nutriach. Tylko uważajcie bo jutro... sami wiecie....
P.S. Mój Wujek hodował nutrie, miały pomarańczowe zęby!!!
P.S. Mój Wujek hodował nutrie, miały pomarańczowe zęby!!!
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Cud miniaturyzacji
Szósta godzina zajęć, studenci maja wzrok jak na wykładzie z Ekonometrii, lekko omdlewają. Nie zasypiają bo ich myśli rozpala dyskusja nad artykułem Hamala i Prahalada "Core Competitions" (polecam, link w załączeniu), a to jak mówić o bitwie pod Łukiem Kurskiego. Jak wiadomo z "Czasu Apokalipsy", nic nie pachnie tak jak napalm o poranku. Tak, ale poranek już dawno za nami, a atmosfera gęsta jak londyńska mgła. Kawa nie działa, napój Adamka/nie Adamka też. Ad rem, wychodzę na korytarz, szukam włącznika klimatyzacji i słyszę: "Ty wiesz co? Mnie to już oczy bolą od tych ściagawek!!!", mówi jeden pierwszoroczniak do drugiego. Panowie, a jak maja nie boleć?! Zamiast się uczyć, choćby próbować, siedzicie po nocach, skanujecie, kserujecie i drukujecie. Dokonujecie cudu miniaturyzacji na miarę pocket radio by Sony, zmniejszacie 1:8, 1:16 a może i 1:32 i bardziej. Tniecie to później skalpelem jakbyście robili operację na żywej źrenicy komara i zwijacie na zapałkach w rulony jak mikro Torę. Pakujecie to w pudełeczka po dropsach, których wnętrza przypominają Bibliotekę Aleksandryjską. Stan księgozbioru osiąga stan nasycenia gdzieś między północą, a godziną zero czyli szukaniem dogodnego miejsca na sali egzaminacyjnej. Tylko jak Wy na egzaminie długopis znajdziecie?
Hamal & Prahald "Core Competitions" by Harvard Business Review:
piątek, 28 stycznia 2011
Korporacja z dawnych lat
Wczoraj na HR Directors Summit w Warszawie jeden z prelegentów podzielił się z nami następującym spostrzeżeniem o stanie wyjściowym jego firmy: "...jeszcze dwa lata temu produkowaliśmy ten sam produkt w czterech różnych lokalizacjach w Polsce. Mieliśmy cztery niezależne służby sprzedażowe. Teoretycznie miały zakaz konkurencji, ale czesto zdarzało się, że podkupowały sobie odbiorców. Często też w sposób niekontrolowany obniżały ceny...". Czyż to nie piękne?!
Herbatka ze szpiegiem
Zimno coraz bardziej, ręce grabieją, dookoła twarzy obłok wydychanej pary. Przydałoby się napić herbatki albo wódki. Jeśli koegzystująco wymieniam te dwa słowa, napoje, to na myśl przychodzi mi tylko jeden naród – Rosjanie. O ile o piciu wódki przez naszych braci Rusów wiemy dużo i należy się temu zagadnieniu oddzielny artykuł, o tyle o herbatce po rosyjsku wiedzy takowej, dogłębnej nie posiadamy. Po raz pierwszy liście krzewu herbacianego trafiły do Rosji carskiej z Mogołami około 1600 roku i szybko znalazły uznanie jako napój wkustnyj (smaczny), od chińczyków wzięła się też wszechobecna po dzień dzisiejszy nazawa czaj. Po chińsku herbata to: cza-a. Dopiero kilkaset lat później herbatę odkrył naród najbardziej z niej znany czyli Anglicy ze swoim odgiętym imperialnym kciukiem i 5 o'clock. Wracając do Rosjan, dość szybko rozpowszechniły się zasady picia herbaty i źródła historyczne wymieniają trzy podstawowe. Pierwej (pierwszy) z cukrem na zakusku (na zakąskę), pijemy herbatę i gryziemy kostkę lub bryłke cukru po każdym łyku. Można tez ugryźć cukier i pijąc przesączać go w ustach przez napar. Sposób drugi: na smotrienie (na patrzenie). Pijemy herbatę, a na cukier zaledwie zerkamy lub go delikatnie obwąchujemy. To per analogia do picia spirytusu, no bo pa pierwom nie zakuszajem (po pierwszej nie przegryzamy). Oczywiście po pierwszej szklance, na kieliszki piją baby! Jeśli zostanę w tym miejscu posądzony o szowinizm to zapraszam, każdej adwersażystce zachowując szacunek do płci poleję szklankę i wypiję z nią oczywiście. Drogie Panie macie takie same prawa jak my. Sposób trzeci nie trugajem, (nie ruszamy) herbata ubywa łykami, a cukier sobie leży i nikomu nie przeszkadza.
W Petersburgu woźnicowie podwózek i wozów z węglem mieli jeszcze dodatkowy zwyczaj przelewania herbaty na spodek i picia siorbiąc z niego. Podobno tak herbata smakuje lepiej i szybciej stygnie, a wriemieni nieskolka (czasu mało) w pracy.
Na koniec anegdota. Jak rozpoznawano w międzywojennej Anglii rosyjskich szpiegów? Otórz akcent i maniery mieli nienaganne z wyjątkiem częstego zapominania o wyjęciu łyżeczki ze szklanki w trakcie picia tee. Bo Rosjanie jej nie wyjmują tylko mocno chwytają kciukiem i odsuwają poza zasięg źrenicy. Wot żyzn (takie życie) towariszcze szpiony (towarzysze szpiedzy).
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Z pola frontu!
Na początek tygodnia przypomnienie klasyka tematu czyli filmu "Złoto dla zuchwałych". Szczególnie lubię scenę rozmowy zdegradowanego oficera, organizatora całej akcji, którego gra Clint Eastwood i cwanego zaopatrzeniowca, granego przez Dona Ricklesa. Kelly (Eastwood) prosi o ostrzał o trzeciej w nocy wskazanego terenu. Crapgeme (Rickley), pyta: "Why?". Eastwood wyjmuje sztabkę złota, podaje ją Rickleyowi i odpowiada pytaniem: "What, why?". Na widok fortuny oczy Crapgema robią się wielkie jak żetony w Las Vega. Crapgame podnosi głowę, uśmiecha się szeroko i odpowiada: "Why? Why? WHY NOT!!!" - i tego bym się trzymał w nadchodzącym tygodniu. Znacie?
wtorek, 18 stycznia 2011
Monty Python
– Pańska wątroba! Chcielibyśmy ją zabrać!
– Tak, ale jest jeden problem... Ja z niej korzystam!
– Zdarza się, ale musimy ją zabrać.
– Ale gdy podpisywałem papiery o oddanie organów, pisało tam, że muszę umrzeć!!
– Oczywiście! Żaden pacjent, któremu zabraliśmy wątrobę nie przeżył!
by Monty Python
– Tak, ale jest jeden problem... Ja z niej korzystam!
– Zdarza się, ale musimy ją zabrać.
– Ale gdy podpisywałem papiery o oddanie organów, pisało tam, że muszę umrzeć!!
– Oczywiście! Żaden pacjent, któremu zabraliśmy wątrobę nie przeżył!
by Monty Python
Mistrz suspensu w kolorze Ferrari
Znalezione na forum dotyczącym wypożyczalni luksusowych aut: "Piątek, godziny dobrze popołudniowe, niedługo zamykają. Do salonu samochodowego wkracza elegancki, nieco już starszy, ale pełen wigoru pan. Towarzyszy mu niewiarygodnie obłędna Kobieta (oczywiście w wieku jego potencjalnej córki). Chwilę kręcą się pomiędzy wystawionymi samochodami, po czym pan zwraca się do sprzedawcy z pytaniem, czy znalazłby dla pani coś równie pięknego jak ona. Sprzedawca przytomnie odpowiada, że na coś równie pięknego nie ma szans, ale może zaproponować jakieś tam nieduże Audi. Audi się pani podoba, w związku z czym następuje festiwal dobierania wyposażenia, na zasadzie: "kochanie, bierz co chcesz". Po skompletowaniu wyposażenia jak z bajki, podpisują zamówienie - wszystko jak najbardziej correct. W końcu pojawia się kwestia zaliczki. Pan oświadcza,że ma przy sobie 1000,- zł, kasa wedruje na stół. Sprzedawca nieśmiało wtrąca, że będzie to samochód wykonany na specjalne zamówienie, w związku z czym zaliczka wyniesie 10 % wartości, a zatem coś koło 10 tysięcy. Pan bynajmniej się nie wzbrania, tylko w związku z brakiem gotówki zostawia tysiąc, a co do reszty, prosi o podanie konta by załatwić to przelewem. Państwo wychodzą, uczucie widać kwitnie w najlepsze.
Poniedziałek rano. Tuż po otwarciu salonu ponownie zjawia się ten sam pan (tyle że już sam) i prosi o zwrot owego tysiaka, ponieważ jak szczerze wyznaje, chciał sobie po prostu ... (weekend urozmaicić). NO CZYŻ NIE MISTRZ ??? Podobno nie bardzo chcieli mu oddać, bo jednak umowa podpisana, aż sprawa ostatecznie oparła się o prezesa. Temu, jak to usłyszał, szczęka opadła, ale bardzo się ubawił. Potwierdził jednak, że przyjemności kosztują i ostatecznie oddali facetowi 500."
Dodam, że czas oczekiwania na takie zamówione auto, według mojego znajomego to od miesiąca do trzech miesięcy, a więc nie tylko udanego wieczoru, ale również kwartału można by panu życzyć. Co działo się później i do którego salonu trafił MISTRZ jako następnego - forum milczy.
Opublikowane mimo świętego oburzenia moich koleżanek. Co mi tam!!!
czwartek, 13 stycznia 2011
Piwo się sturlało
Tragedia popołudniowa. Przed bramą firmy stoi facet w czapce z daszkiem, bluzie z kapturem szczelnie naciągniętej na twarz i w spodniach z licznymi plamami od farby. Przed chwila zadzwonił domofonem i wyłkał "Pani otworzy bramkę, proszę bo mi się piwo skulało do garażu", Koleżanka otwiera szeroko oczy ze zdziwienia i oszołomienia, "Co?". "No piwo mi się skulało!!!", Facet postawił piwo na podjeździe, zawinął rękawem, a puszka poturlała się. A propos, często w sklepie spożywczym, rano widzę ekipy budowlańców zmierzające do pracy pod hasłem "Pani da dwie parówki, jedną śląską grubą i dwa piwa mocne", a nasze apartamentowce rosną jak? Jak falowce!
wtorek, 11 stycznia 2011
Poranna kawa
Kawa espresso w Mediolanie z widokiem na Duomo St. Maria Nascente di Milano czyli Katedrę narodzin Św. Marii, kosztuje 0,85 Euro!!! Więcej kosztować nie może bo ogranicza to Zarządzenie o mocy Ustawy. W Warszawie, Poznaniu i Krakowie, to samo espresso, kosztuje od 6 do 15 zł czyli 1,5 do 3,5 Euro. Nomen omen rodacy nadal na pytanie "Espresso?", odpowiadają "...tak, tak z ekspresu proszę", albo mylnie mówią "ekspreso" dodając uparcie "k". Tak w ogóle nazwa wywaru pochodzi z Włoch, i wbrew powszechnym opiniom nie ma związku z szybkością przygotowania, lecz pochodzi
od włoskiego przymiotnika "espressivo" co oznacza wyrazisty, wyraźny.
Smacznego ekspresu, tylko sobie zębów nie połamcie na dyszy ciśnieniowej.
piątek, 7 stycznia 2011
Imiona
Powtarzam za jedną z uczestniczek uroczego rejsu po morzu Śródziemnym: "...godne uwagi było przedstawienie się jednej z naszych koleżanek, na nasze pytanie:"jak masz na imię?"
Odpowiedziała: "jak wolicie: Irena Albo Iwona…" Wybrałyśmy – ALBO!!! Imię utrzymało się do końca rejsu. Albo – przepiękne, oryginalne imię!!!
By A.
Prawosławie i po co nabijać Cara w armatę?
Według kalendarza Juliańskiego dzisiaj wyznawcy Cerkwi Prawosławnej obchodzą Boże Narodzenie, a więc Wszystkiego Najlepszego, a w zasadzie:
Na zdjęciu oprócz choinki: Sobór Wasyla Błogosławionego (ros. Собо́р Васи́лия Блаже́нного, początkowo nazywany Собор Покрова Богородицы, что на Рву). Znajduje się na Placu Czerwonym tuż obok Kremla. Zbudowany w latach 1555-60 przez cara Iwana Groźnego miał upamiętniać zwycięstwo w wojnie z kazańskimi Tatarami i zdobycie miasta Kazań. Za autora tego niezwykłego dzieła uchodzi pskowski mistrz Postnik Jakowlew, zwany Barma. Według niektórych historyków w budowie brali udział włoscy mistrzowie, tworząc jedyne w swoim rodzaju połączenie tradycyjnej słowiańskiej architektury i Europejskiego stylu epoki Odrodzenia. Legenda głosi, że po ukończeniu budowli Iwan Groźny rozkazał oślepić architektów, by nigdy więcej nie stworzyli takiego cudu. Początkowa nazwa Soboru czyli: Matki Bożej Opiekunki (Храм Покрова Божией Матери) związana jest ze świętem , które przypadło dokładnie w dniu rozpoczęcia oblężenia Kazania, tj. 01 października 1552 roku. Upamiętnia zajęcie przez cara Iwana Groźnego chanatu tatarskiego - Kazania, części Złotej Ordy. W 1588 roku w dziewiątej, dobudowanej Cerkwi złożono szczątki nawiedzonego Wasyla Błogosławionego, który cara nie lubił, a nawet przepowiadał potępienie Iwana Groźnego. Wtedy to cały sobór przyjął nazwę "Wasilija Błażennego" Dwadzieścia lat później Polacy na czele z niby cudownie ocalałym synem Iwana Groźnego zdobędą Krym gdzie z właściwą sobie fantazją zajmować się będą gwałtami, grabieżami i pijactwem. Wszystko to skończy się powstaniem, zmasakrowaniem zwłok i spaleniem cara-nie cara Dmitrija Samozwańca "psa polskiego". Następnie Rosjanie z właściwą sobie fantazją odeślą jego prochy do, a raczej w kierunku Rzeczpospolitej. Nabiją je do najwiekszej armaty i wystrzelą w kierunku swojej zachodniej granicy, ot życie, zycie!
czwartek, 6 stycznia 2011
Nostalgia za wprawą.
Mój profesor na ostatnich zajęciach z nomen omen Zarządzania Strategicznego, opowiedział następującą dykteryjkę. "Byłem dawno temu na wykładzie Prof. Szaniawskiego. Byłem zbyt młody aby to były moje studia doktoranckie, ale jakiś otwarty wykład. Profesor w pewnym momencie zamarł przed tablicą z kreda w ręku, spojrzał w bezkresną dal i odwrócił się do sali. Powiedział "...ale dlaczego to wszystko, koniecznie musi czemuś służyć, dlaczego musi mieć aspekt praktyczny? Szanowni słuchacz POINTELEKTUALIZUJMY sobie, ot tak dla wprawy!!!". "
Dla wprawy ludzie pływają, czytają, grają w szachy, aczasem trzeba dla tejże samej i dla higieny duszy, zatrzymać się i pointelektualizować sobie - polecam!
środa, 5 stycznia 2011
C+M+B
Jutro katolickie święto Trzech Króli. Po raz pierwszy w Polsce wolne, a więc będę świętował. Skoro "Bierzcie i wypoczywajcie", to dlaczego nie?! Jestem wdzięczny za walkę o kolejne święto. Jako pracownika - cieszy mnie to. Jako pracodawcę - martwi. Jako jednoosobową działalność gospodarczą - sam nie wiem. Ogólnie irytuje mnie, że sklepy będą zamknięte ot co, a zaczęły się wyprzedaże! Takie śliczniusie rękawiczeniunie widziałem!!!!
Ad rem, Katolicy piszą kredą na drzwiach K+M+B Co to znaczy? Otóż nie, to nie imiona Królów, Kacpra, Melchiora i Baltazara, tylko łacińskie "CHRISTOS MANSIONEM BENEDICAT", czyli "Niech Chrystus błogosławi temu domowi". Ktoś źle przepisał i tak już zostało K zamiast C, co Wy na to? No tak, ale jak powiem, że inna nazwa tego dnia to Dzień Objawienia Pańskiego czyli w prawosławiu (już wkrótce Wigilia), to Epifania. Dawniej to właśnie 6 stycznia rozpoczynał się karnawał, a nie po Sylwestrze. Do 6 trwały tak zwane Gody czyli czas odwiedzin. Kiedyś Katolicy pisali na drzwiach C+M+B aby dać sygnał, świadectwo, że tu mieszkają. Antropologia kultury zna jeszcze kilka takich przepowiedni. W islamie koniec Ramadanu czyli postu to święto Id Al-Fitr, wtedy zabija się zwierzę ofiarne i drzwi domostw marze ich krwią. W Kairze w ten dzień rynsztoki są czerwone od płynącej juchy, a młodzież zostawia krwawe ślady swojej wiary i radości z zakończenia postu na wszystkim. Na samochodach, drzwiach, szybach i ścianach.
Jutro będzie mniej drastycznie, czyli o Prawosławnej Wigilii i takowej choince.
P.S. Jakiś informatyk napisał na swoich drzwiach Ctrl+Alt+Del mi się podoba!!!
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Rozważna i metro
Pamiętacie książkę Jane Austen "Rozważna i romantyczna"? Otóż w niej własnie matka bohaterki instruowała córkę: "Jeśli nie wiesz o czym rozmawiać w towarzystwie, to rozmawiaj o pogodzie i stanie dróg, moja droga panno!!!". Sen z moich oczu spędza ostatnio stan dróg, tych asfaltowych i tych żelaznych. Dzisiaj naprawdę, sen spędziła mi informacja z CNN. W Pekinie 30 grudnia otwarto uroczyście - a jakże, linię metra. Nie! Moje drogie niedowiarki! Nie jedną, długo wyczekiwaną. Nie dwie, którymi szczyci się stolica tej części Europy zwana Warszawą. Otwarto pięć, słownie PIĘĆ nowych linii metra!!! Otóż od dawna w Pekinie obowiązywały ograniczenia w poruszaniu się samochodami. Na przykład parzyste końcówki numerów w parzyste dni, nieparzyste na odwrót. Przed olimpiadą, kiedy to z dnia na dzień wyrastały w okolicy stadionu dwudziestoletnie drzewa, było jeszcze dziwniej. 1 w poniedziałek, 2 we wtorek i tak do 7 w niedzielę. Nie potrafię znaleźć odpowiedzi co z 8, 9 i 0, może ktoś wie? Oczywiście spadkobiercom Państwa Środka gratuluję. Jedna z "przygodnie" (sic!) zapytanych Chinek, która właśnie nabyła swoje pierwsze auto, powiedziała, że i tak woli korki i spaliny - bo to jej auto. Tacy już są Chińczycy. A o drogach i lewostronnym ruchu w British Commonwealth of Nations - następnym razem.
Książkę i film "Rozważna i romantyczna" polecam bardzo gorąco. Szczególnie ekranizację z 1995 roku z Kate Winslet w roli Marianny.
czwartek, 30 grudnia 2010
Stan dróg - Road Train
Miało być o metrze, ale wyszło inaczej. Po australijskich drogach pędzą składy ciężarowe nazywane tam i w USA Road Train. Ciągnik (samochód ciężarowy z kabiną) i trzy, a czasem cztery przyczepy. Dla udokumentowania umieszczam zdjęcie takiego "potwora" w dodatku wypełnionego benzyną. Nie boję się ich, jestem ostrożny, ale wiem że wszystko jest ok. Tymczasem właśnie wybieram się w nie długą, ale też nie najkrótsza wycieczkę. Jak zwykle sen z moich oczy spędza stan dróg do jakiejkolwiek granicy naszego pięknego państwa. Zastanawiam się czasem czy podobnie byłoby gdybyśmy graniczyli z Bułgarią lub Mołdawią? Może wtedy czułbym ulgę widząc "po naszej stronie", pierwszą płatną i nieczynną toaletę? Grochówkę z namiotu wojskowego lub flaki wołowe z budy, która wygląda jakby je tam żywcem i z żywca, pozyskiwali. Wybaczcie nie widzę w tym nic, a nic, a już na pewno nie śmiesznego. Szczególnie wkurzają mnie napisy "Regulacja elektronicznych liczników i tachometrów", nie wiecie o co chodzi? Oj dzieci, dzieci! Kiedy ostatni raz widzieliście w komisie samochód, który miał dziesięć lat i przejechane więcej niż 80.000 km? Oczywiście: pierwszy właściciel, niepaląca kobieta, w kraju od kwartału - sprawny! Otóż to jest własnie efekt oszustów od liczników, jednym kablem robią z 180.000 - 80.000 a z 240.000 110.00 no maksymalnie 120.000 km. Tachometry? To już naprawdę nabity ostry nabój. Kierowca powinien jechać maksymalnie 9-10 h z odpowiednimi przerwami i 11 godzinną przerwą poza samochodem - wypoczynkiem. Tylko, że to się nie opłaca przewoźnikowi, firmie i samemu kierowcy również. Od zawsze wiadomo, ze jesteśmy jednymi z "najlepszych" kierowców na świecie. Na urodzinach cioci chwalimy się "wyczynami" typu 16 godzinny non stop powrót z Chorwacji czy trasa Warszawa - Poznań w 2,45 h - Idioci!!! ...(osunąłem bo...)... . Wracając do tematu. Po drodze pędzi ciężarówka ważąca ponad 20 ton z kierowcą, który od 15 godzin nie wysiadał. Ich celem jest punkt "regulacji", nie łóżko, nie sen, nie zupa. Dojadą, jeśli? Tarczę lub kartę się wymieni i Tadam! Reset! Kierowca jak nowy, wsiądzie do swojej kabiny, zegar pokaże pierwszą godzinę, a wiec pojedzie jeszcze kolejne dziesięć - w końcu wypoczął i to za niewielką sumę. Strzeżcie siebie, swoje dzieci i bliskich. Dlaczego tego nie piętnujemy? Bo w naszych polskich genach cwaniactwo jest nadal ważniejsze niż bezpieczeństwo. Mamy na nie nawet własne, usprawiedliwiające i nobilitujące je, określenia: "Umiejętność radzenia sobie". "Zaradność", "Zmysł organizacyjny", wszystko wielkie kłamstwo. Miało być o metrze! Nadrobię to, obiecuje zdjęcie "Regulatorów"
niedziela, 26 grudnia 2010
Do Czytelników - ENLIGHTENMENT!!! (oświecenie), Please !!!
26 grudnia oglądam filmy Disneya. Święta, święta i... jeszcze nie po świętach, więc oglądam filmy Disneya i inne z gatunku kina "Szczęścia, radości i hamburgerów". Nie pytajcie, które? Te co zawsze, co roku, co Święta!!! Obejrzałem już trzy, czuję powoli, błogo napływające odmóżdżenie. Jak miło, jeszcze tradycyjne wiązanie krawatów dla mojego Ojca Zenona i kilka rozmów telefonicznych, bo czas goni...
Moi Drodzy Czytelnicy, podobno mam Was więcej niż się spodziewałem? Oczekuję więc: Ujawnienia!!! Proszę wstawiajcie komentarze to tego postu, nie oczekuję, imion, nazwisk, lokalizacji, ale nawet jeśli napiszecie "anonim z anonimowa" i kilka słów to będzie mi miło. A więc enlightenment!!! Zrozumiem tych, którzy pozostaną w cieniu, ważne żeby pozostali czytelnikami.
z wyrazami szacunku:
autor
czwartek, 23 grudnia 2010
Karp mi opadł
Idą Święta? płyną Święta! nowo poznany znajomy, wielbiciel tak jak ja, kuchni restauracji TOGA, powiedział co następuje: Mój znajomy, szef kuchni dużej restauracji stołecznej, napisał do mnie smsa "Stary właśnie na kuchnie wjechało mi trzydzieści żywych karpi!!! Chyba je poproszę o zbiorowe rytualne świąteczne samobójstwo!!!". Wczoraj wędkarz z Suwałk złapał karpia rekordzistę, ważył ponad dwadzieścia osiem kilogramów. Szczęśliwiec wraz z kolegami jest miłośnikiem filmów Barei więc nazwał karpia Rysiek, zrobił sobie zdjęcie i wypuścił rybsko na wolność, do wody. Jak wiadomo trudno łowić ryby w mętnej wodzie, a takowej u nas pod dostatkiem, a więc karpiowi "Szerokiej rzeki". Wędkarzowi dziękujemy, a wszystkim po łusce do portfela.
(relacja na żywo z Togi - Wasz Radek)
wtorek, 21 grudnia 2010
Koleje Państwowe -stoi na stacji lokomotywa!
Wczoraj wieczorem z ogromną przyjemnością słuchałem Prof. Leszka Balcerowicza w programie Lisa. Nazwisko tego pierwszego piszę na stojąco, ten drugi nie przeszkadzał nadmiernie, na szczęście, a więc nie będę utyskiwał przed Świętami. Prof. mówił o długu publicznym uświadamiając nam, że co dnia rośnie on o ponad 170 mln zł, czy to dużo czy nie? Dla zwykłego Nowaka i Kowalskiego to bez znaczenia bo poza granicą abstrakcji. W kieszeni też ani od tego więcej monet na karpia, ani mniej. Mamy swoje problemy i dłuższej perspektywy, jeśli nie podana jest populistycznie i głośno ze sztandarami, większość z nas nie dostrzega. Profesorowi w tym miejscu dziękujemy.
My zajmijmy się naszymi kolejami czyli PKP. Wracałem w dniu Armagedonu czyli zmiany rozkładu jazdy, z Krakowa. Pociąg do Warszawy był, o dziwo, prawie punktualny. Co prawda wagonu numer 6 na który miałem bilet nie było, ale był za to wagon numer 13! Jak wiadomo 13 grudnia w wagonie numer 13 a do tego miał być przedziałowy, a był "lotniczy", no to znaczy z przedziałem, ale takim jednym wielkim. Śmieszne było to, że z powodu spóźnienia zamiast nazywać się "Modrzejewska", przyjechał "Norwid". Zamiast jechać Divą sceny, pojechałem więc Mistrzem literatury tym od słynnego cytatu "Jak tu grać na tak małej i niepoukładanej scenie, gdzie wszystkich, wszystkie grają cienie?". Moja Przyjaciółka Aga powiedziała mi, post factum, że nie należy kupować skrajnych miejscówek bo często one po prostu nie istnieją. Numery kończą się o kilka numerów wcześniej lub nie zaczynają od "1" a od "4" dlaczego, nie wiadomo?
Ad rem!!! Dzisiaj w radio usłyszałem, że ktoś dokonał podliczenia Dnia Armagedonu i okazało się, że w dziewięć dni od 12 do 19 grudnia, polskie koleje... Państwowe - a jakże!!! Spóźniły się o łącznie 197 ... ale nie godzin, a DNI !!! To też jest poza moją granicą percepcji!!! Dla poprawy humoru dodam, że średnia prędkość pociągów ekspresowych w Indiach wyniosła za zeszły rok: 42 km/h, ale to zarządu PKP nie usprawiedliwia w najmniejszej mierze!!! A Wars wita nas, Wars wita nas, Wars...
Na zdjęciu: MAGLEV - kolej w Szanghaju 417 km/h do 17.00 do 22.00 to już tylko 310 km/h - słabo prawda?
niedziela, 19 grudnia 2010
Obrazkowo cz. I
Znalazłem poniższe rysunki w pubie Studia na krakowskim Kazimierzu. Nie ważne, że to reklama nowej marki dla dzieci, ale jaka fajna!!!
Następny obrazek umieszczę jak, zgodnie z instrukcją, sobie pobabracie ten!
Następny obrazek umieszczę jak, zgodnie z instrukcją, sobie pobabracie ten!
piątek, 17 grudnia 2010
Na weekend
Dawno temu mieszkałem w Poznaniu na strychu przy ulicy Gajowej. Za oknem był przepiękny widok na Stare Zoo. Dokładnie na basen z wiecznie bawiącymi się fokami i wyspę pełną lemurów Kata. Wtedy to postanowiłem zrobić w moim pokoju wielką szafę. W tym celu znalazłem odpowiedniego stolarza i zleciłem pracę. Tydzień później gdy szafa osiągnęła już realne kształty, wróciłem do domu wcześniej i zastałem Pana Stolarza przy pracy. Otórz trzymając w ustach pęk wkrętów do drewna, a w ręku młotek, robił co następuje. Brał kolejne wkręty w lewą dłoń i następnie wbijał je w szafę!!! To nie pomyłka: wbijał młotkiem, nie wkręcał!!! Na mój okrzyk "Panie Czesiu co Pan najlepszego robi!?!". usłyszałem odpowiedź, którą dedykuję na nadchodzący weekend z podtekstem przed świątecznym "Wyluzuj to tylko Święta!"
Panie Radku:
"Wbity wkręt trzyma lepiej niż wkręcony gwóźdź!!!" - wyluzuj.
poniedziałek, 13 grudnia 2010
47 Roninów i pociąg do Krakowa
Kiedy po raz kolejny tej zimy próbowałem odśnieżyć swój samochód, wydobyć go z zaspy, a następnie otworzyć drzwi, złamałem drugi, również tej zimy, klucz – byłem wściekły. Kiedy jednak samochód uruchomić się nie dał, immbilaiser odmówił odblokowania silnika a spod maski dobiegło żałosne wuuuww, wuuww, zamiast ryku 155 włoskich koni mechanicznych - byłem bliski harakiri. Nie, nie na sobie, każe jemu, a raczej jej rozciąć sobie przed brama wjazdową do serwisu blok silnika i zbryzgać olejem biuro tego pajaca, który rok temu za nie pomne jak wyskoka sumę „naprawił” mi system i centralny zamek. Dlaczego? Na znak protestu, i tu jak myśl złota wskoczyła mi opowieść o największym rytualnym samobójstwie w historii Japonii i o pewnym dokumencie, który można oglądać do dziś w Świątyni Sengakuji w Tokio.
Otóż trzysta lat temu na zamku w Edo czyli dzisiejszym Tokio jeden z samurajów poczuł się zlekceważony przez drugiego i dobył katany czyli długiego miecza. Potyczka toczyła się aż Kira Kozeukenosuke i lord Asano Takuminokati zostali rozdzieleni przez strażników. Wiedzieć trzeba, że na zamkach panował wydany przez Shoguna zakaz dobywania, a nawet poruszania się z bronią z powodów dość oczywistych. Karą za nie zastosowanie się miała być śmierć, która w przypadku samurajów najpierw oznaczała nakaz popełnienia przez delikwenta rytualnego samobójstwa, a dopiero później ścięcie mu głowy. Problemem było wyznaczenie na seppuku niegodnego miejsca, którym miał stać się ogród, powszechnie używany ścinania złodziei i drobnych przestępców podatkowych, jak również w chwilach przerw… do przechadzek i czytania haiku (krótkie wiersze bez rymu: Deszcz pada, a moja głowa szeleści pod górę etc, etc). Asano popełnił seppuku, a cwanemu Kirze udało się wymigać od „straty głowy”. Rozdział drugi nastąpił rok później kiedy to na zamek Kiry wdarło się 47 Roninów czyli bezpańskich Samurajów, pozbawionych głowy jak również reszty swego pana Asano rok wcześniej. W akcie zemsty zabili Kirę i odcięli mu głowę. Następnie zanieśli ją na cmentarz gdzie pochowano ich Pana i złożyli na jego grobie. Nie zaniedbali spraw formalnych, od opiekuna miejsca pochówku uzyskali stosowne pokwitowanie z pieczęcią urzędową o przekazaniu głowy adwersarza. Z pokwitowaniem oddali się w ręce władzy i popełnili zbiorowe seppuku jako akt kary i lojalności, skruchy i oczyszczenia ich rodzin z tego co zrobili. Jeden z nich się wykpił, historii nie wspomina jak, bo kto chciałby rozwodzić się nad niegodziwcem i tchórzem? Ciała samurajów złożona w świątyni Sengakuji, a kwit potwierdzający rozliczenie się z głowy Kiry można oglądać w części muzealnej po dziś dzień. Przyznać trzeba, że zrobili to z głową. Hai!!!
wtorek, 7 grudnia 2010
Lost in translations
Pewien Chińczyk mieszkający w NY na tyle niedługo aby opanować tajniki Mc języka, ale wystarczająco długo aby adaptować swoja sztukę kulinarną do gustu i pojęcia o chinesse food zjadaczy hamburgerów, otworzył bar na rogu Time Square. W witrynie większości tego typu przybytków widnieje napis TAKE AWAY czyli Na wynos, on jednak napisał TAKE AND RUN AWAY i nie wiem do tej pory czy miał na myśli Maraton nowojorski czy wpływ ostrości kuchni syczuańskiej na perystaltykę jelit? Natomiast zainspirował mnie aby za Igorem Zalewskim przytoczyć kilka znalezionych podobnych kwiatków. Tajwan: "If there is anything we can do to assist and helpyou, please do not contact us" (Jeżeli możemy w jakiś sposób Państwu pomóc, prosimy o brak kontaktu). Kopenhaga: "Take care of burglars", (ępiekuj sie złodziejami). Restauracja w Indiach: "Deep fried fingers of my lady", (Palce mojej pani smażone w głębokim tłuszczu). Wietnamski fast food: "Pork with fresh garbage", (Wieprzowina ze świeżymi śmieciami). Hotel gdzieś w Europie "Please hang yourself here", (Powieś się tutaj sam- prosimy). Szwajcaria: "We have nice bath and we are very good in bed", (Mamy ładne łazienki i jesteśmy bardzo dobrzy w łóżku). Od siebie dodam, że lat temu nie pomnę ile na Targach poznańskich podawano: "Dring z sokiem pomarańczowym", a w samolocie pewien rodak zamówił: "Orenge juice please - może być jabłkowy" i to już jest dla mnie złota reneta fantazji językowej. Igor znalazł jeszcze specjalny koktajl dla Pań w Tokio "Specjal coctails for the ladies with nuts" (...czyli koktajl z jajami dla Pań).
piątek, 3 grudnia 2010
Drugie prawo antygrawitacji
Myślenie nie pomaga w przezwyciężaniu "oporu", nie tylko materii. Działaj, popełniaj błędy, pamiętaj żeby się na nich uczyć i popełniaj je znowu te lub inne, ale działaj.
1) Rodzina, znajomi, miejsce pracy (nauki) - to wszystko ogranicza twój potencjał
2) Trzymaj swój umysł z dala od spraw sercowych
3) Zawsze w życiu idziesz którąś z dróg. Wybieraj tą, którada Tobie najpiękniejsze wspomnienia
4) Wątpić to nie "mieć wątpliwości" - wątpić to ich nierozwiewać
czwartek, 2 grudnia 2010
Pierwsze prawo antygrawitacji
Zielony groszek, kukurydza i Twoje myśli nie mogą czuć się związane z prawem ciążenia, to ogranicza fantazję.
środa, 24 listopada 2010
Powroty
Moi Drodzy, nieliczni czytelnicy. Powrót do pisania nastąpi po powrocie do domu, a którego dziecięciem będąc wyleciałem jak z procy lub gromem rażony pięknem świata. Przez Dubaj - Amsterdam - Limę - Peru - Helsinki - Bangkok - Siem Reap - Krabi - do Warszawy wrócę okolo 27 listopada i wtedy bójcie się. Okrez przedświeteczny jest szczególnie pełen dulszczyzny, zakłamania i powodów do śmiechu. Składanie sobie życzeń z wykrzywionymi twarzami, fałszywe poklepywania i trzymanie kciuków - chyba w oku bliźniego!!! Do usłyszenia
wtorek, 21 września 2010
U pay peanuts, U get monkeys.
Tytuł posta to hasło mojej znajomej, którą praca satysfakcjonuje, ale płaca już NIE!!! Na co dzień chadza w podartych spodniach i tłumaczy ten fakt modą, tymczasem wiemy z dobrze poinformowanych źródeł zbliżonych do mediów i papugujących informacje, że boi się zapytać szefa o podwyżkę. Ostatnio nie ma już nawet na myjnie samochodową!!! Ma cały czarny samochód, wyobrażacie to sobie?
Zdjęcie, natomiast jest autorstwa Gosi Markowskiej z zastrzeżeniem wszelkich praw autorskich. Wykonane zostało w autobusie linii 520 na przystanku przed kinem Femina.
Zdjęcie, natomiast jest autorstwa Gosi Markowskiej z zastrzeżeniem wszelkich praw autorskich. Wykonane zostało w autobusie linii 520 na przystanku przed kinem Femina.

wtorek, 14 września 2010
Chińskie zakazy
Tym razem o czasach sprzed Olimpiady w Pekinie, ale obiecuje wrócić do pierwszego Cesarza, jego armii i dworskich kłamstw. Otóż przed olimpiadą poproszono Chińczyków o lekkie zmodyfikowanie swoich zwyczajów. To co władze eufemistycznie nazwały lekkim, dla przeciętnego obywatela Państwa Środka, było jawnym świętokradztwem, zamachem na tradycję i kulturę.
- po pierwsze: nie wychodzić po pracy na ulice miast i główne arterie w piżamach. Jak to! Jak to nie wolno nam po pracy jak normalni ludzie przebrać się w jedwabne podomki, bawełniane spodnie i poczłapać w hotelowych kapciach od kuzyna do Pana Wu na Magonga? To niby co mamy robić siedzieć w domach i czekać na pierwsze medale i ostatnie samoloty wywożące kibiców do domu forever by by! To nedorzeczne, przecież piżama nie jest obrazą, jest wyrazem zaufania, gościnności, lekkim nonszalanckim luzem w stylu smart cashual. Ok, nie to nie - będziemy chodzili w szlafrokach, to trochę zbyt eleganckie, ale wytrzymamy.
- po drugie: nie pluć! Może jeszcze nie mlaskać, nie zostawiać kosteczek o od kurczaka na stole i nie jeść gotowanych kaczych pazurków. To może w ogóle lepiej zaczniemy jeść widelcami i przestaniemy przeciągać się przy stołach i głośno bekać. przestaniemy upijac sie i śpiewać rewolucyjne pieśni. Jak tak dalej pójdzie to zlikwidują karooke.
- po trzecie: usunąć z menu restauracji: psy, koty, i inne smakołyki. Niewyobrażalny cios w gastronomię. tragedia na poziomie zakazu schabowego z kapustą. Oczywiscie wielu z nas pod presją rządu i w obawie o konsekwencje zmieni karty dań, ale my prawdziwa ludność Han - nigdy
Suplement: przed Olimpiadą z karty dań ośmiuset restauracji zniknęło wszystko to co moze doprowadzić do konfliktów i niepotrzebnych niesnasek. Sukces? Nie do końca, w samym Pekinie jest kilkanaście tysiecy restauracji, jadłodajnii, barów, stolików na targach i obnośnych karmicieli. Reszta o zakazie czy jak nazwał to rzaąd nie słyszała lub słyszeć nie zamierzała. Smacznego Hau hau!
poniedziałek, 13 września 2010
Czyste piękno.
Moi Drodzy Czytelnicy, dementuję, nie zakochałem się, nie zadurzyłem, po prostu prezentuję Wam wiersz, który jest dla mnie kwintesencją uczuć i pragnień:
Cudowne pomnę oka mgnienie,
Harmonią tknięty wzrok i słuch;
Cudowne pomnę oka mgnienie,
Harmonią tknięty wzrok i słuch;
Zjawiłaś się jak przywidzenie,
Czystego piękna lotny duch.
Śród melancholii, śród udręki,
Śród krzątaniny płonnych dni,
Twojego głosu tkliwe dźwięki
I twarz niebiańska mi się śni.
Lecz idą lata, burz porywem
I zaponiałem dźwięki tkliwe,
I zniknął widok miły twój.
I w głuszy, w mroku zniewolenia
Leniwie czas znosiłem zły -
Dni bez miłości, bez natchnienia,
Bez bóstwa - ach, bez jednej łzy.
Aż wtem - jak duszy przebudzenie,
Harmonią tknięty wzrok i słuch:
Znów się zjawiłaś - przywidzenie,
Czystego piękna lotny duch.
I rośnie w sercu upojenie,
I w zmartwychwstałym znowu drży
I w zmartwychwstałym znowu drży
Jak dawniej miłość i natchnienie,
I bóstwo żyje w nim, i łzy.
I bóstwo żyje w nim, i łzy.
(Aleksander Puszkin do Anny Kern na pożegnanie)
czwartek, 2 września 2010
Japończyk
Dużo napisano w wielu miejscach o Japończykach, o Japonii, o zwyczajach i kulturze, a wiec i ja dorzucę swoje trzy grosze do tego sake. Moja znajoma pracująca w Krakowie w recepcji 4* hotelu opowiadała, że przewodnik wycieczki Japończyków nigdy nie rezerwuje dla siebie pokoju na tym samym piętrze. Gdyby tak zrobił, goście odebrali by to jako wyraz braku szacunku i arogancję. Japończycy w większości rezerwują pokoje z dwoma łóżkami na jedną osobę. Nie tak jak ja, żeby na drugim łóżku zrobić bałagan i przez pół nocy zmieniać je, zastanawiając się na którym śpi mi się lepiej. Japończycy na drugim łóżku stawiają portret męża, żony, dzieci. Nie wierzycie, podam adres hotelu. Zresztą koleżanka jest przygotowana również na inne niedogodności. Po wyrwanych trzech pod rząd prysznicach, dyrekcja przygotowała specjalną, rysunkową instrukcję jak odkręcić wodę. Po latach doświadczeń wiedzą również, że pokój bez wanny jest dla Japończyka nie do zaakceptowania. Moja znajoma Michiko z Tokio, skwitowała to krótko "Jesteśmy kulturą wannową i już". Michiko nawet przez telefon ze swoim Dziadkiem rozmawiała stojąc wyprostowana jak struna, słowa Dziadka potwierdzała HAI! i lekko się kłaniała. Dopiero kiedy skończyła rozmowę usiadła z nami do lunchu. Nie sądzę żeby w obrębie jej świadomości i alfabetu pojęciowego było popularne wśród nastolatek odezwanie do Rodzica "No weź się Ojciec!!!" A teraz najlepsze. Pewien przewodnik z polski miał pod opieką grupę biznesmenów z ich szefem Panem Masu. Przewodnik chciał być szczególnie usłużny, pomawiał, spieszył z informacją, uśmiechał się, kłaniał i opowiadał o mijanych zabytkach. Panu Masu przez dwa dni nie drgnął najdrobniejszy muskuł na twarzy. Kiedy wszyscy zaczęli zastanawiać się czy to może botox, Pan Masu powiedział dnia trzeciego: "DO NOT TOK TO ME DIRECTLY" i zamilkł do końca wyjazdu! Tak, ale czego spodziewać się po nacji, która za dowcip uważa zbitek słów Hokkaido? Okkaido!!! (drugie to takie gu gu gu, jak u dzieci), brzuch sobie oberwę!!!
środa, 1 września 2010
Stewardesa
Nade mną mieszka stewardesa. Skąd to wiem? Otóż opowiedziała mi o tym żona Pana J., ale bez szczegółów. Mrugnęła niby okiem, że bywa zabawnie i ciekawie. No i jest, nawet bardzo tylko nie dla mnie. . Kiedy "zalatana" sąsiadka wraca to zaczyna się rytuał. Po pierwsze szarpie się, jak z pitbulem o kabanosa, na klatce schodowej z walizką wielkości szafy trzydrzwiowej z lustrem. Jakby płaciła nadbagaż to by, jak ludzie, miała 15 kg głównego i podręczy, który wygląda na 7 a waży 16 kg. Po drugie trzaska drzwiami, Kobieto to nie Airbus w EasyJet-e ani Air Egipt z przelotem długości Drogi Mlecznej. Po trzecie zaczyna sprzątać. Najpierw szura szczotką, potem włącza odkurzacz. Dźwięk baletu z rurą przypomina pogoń za wiewiórkami w jesiennym lesie. To tu, to tam, pod szafę i na półce. Zmywa, przesuwa coś, nie wiem co? Wyrzuca butelki do zsypu, a mieszka na szóstym piętrze. Jest napisane "Nie wyrzucać szkła", no tak, ale jest też napis "Nie suszyć bielizny na balkonie", przecież ja nie mam balkonu! Włącza muzykę i tu pogłębia się moja niechęć bo z reguły jest to Radio Złote coś tam i tupie do rytmu. potem, po kilku godzinach, moje piętro cichutko mija winda, otwierają się drzwi sąsiadki i zaczyna się miłosny taniec dwóch ciał, dziki sex, kochanie się - cokolwiek. Nie ważne, ale odkurzacz był mniej hałaśliwy. Puszczam wtedy muzykę, Muzykę, MUZYKĘ!!! Ile ona oktaw potrafi wyciągnąć w jednym dźwięku? Szkoda, że nie myślała o karierze w operze, albo o sprawdzaniu wytrzymałości żarówek. Szkoda, że nie myśli o sąsiadach, albo o innym mieszkaniu, na przykład na Okęciu. Tam i tak mają dość głośno, a więc jeszcze jeden Dreamliner w bloku nie zwróciłby niczyjej uwagi. Poza tym do pracy bliżej. Czy można wygłuszyć sufit? Wszystko to byłoby ludzkie i w miarę normalne, ale nie o trzeciej w nocy kiedy ląduje KLM z Singapuru lub o 5.30 po przylocie BA z Denver. Najbardziej po całym tym seksie mnie irytuje, że nie rozwozi drinków i zapalonych papierosów!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












.jpg)
